W drzwiach stał listonosz.
- List polecony Dla Moniki Brown
- To ja - uśmiechnęłam się i odebrałam list.
Spojrzałam na kopertę, z której wynikało że to jakieś urzędowe pismo z polski. Pomyślałam że to coś związanego z moimi rodzicami, dlatego nie miałam najmniejszej ochoty tego otwierać. Pożegnałam się z listonoszem i pobiegłam na górę zostawiając pozostałą korespondencję na komodzie. Wbiegłam do pokoju i podeszłam do stolika nocnego. Odsunęłam szufladkę i wsunęłam tam białą kopertę. Wzięłam głęboki wdech i zeszłam na obiad. Nie miałam za bardzo apetytu, a ogólnie mówiąc to zaczęło mnie znowu mdlić. Bez celu zaczęłam rozrzucać frytki po talerzu.
- Nie smakuje ci? - spytała wyraźnie zdziwiona Lilly
- Tak jakoś nie mam apetytu. Mdli mnie. - Gdy to usłyszała zakrztusiła się przeżuwanym właśnie frytkiem.
- Kochanie, a czy ty czasami.... - teatralnie przewróciłam oczami słysząc początek zdania
- Nie ciociu, nie jestem w ciąży. Niby z kim?
- Hmm... no wiesz... masz kolegów, chodzisz do szkoły no i całe dnie ostatnio spędzasz z tymi chłopakami z zespołu...
- Ciociu, dlaczego zmuszasz mnie żebym to powiedziała na głos?
- Ale co, bo już nie rozumiem...?
- Jestem jeszcze dziewicą, starczy? Nie zamierzam tego na razie zmieniać...
- Okej, okej... Tylko się upewniałam...
- A tak w ogóle to przecież jak się jest w ciąży to sie ma większy apetyt prawda? - spytałam krzywiąc się na widok Lilly wpychającej w ciebie trzeci talerz frytek z majonezem.
- A no tak - uśmiechnęła się szeroko
- A swoją drogą to jak ty możesz jeść takie świństwo?! - skrzywiłam się i odwróciłam wzrok
- Zrozumiesz jak sama będziesz ciężarną...
- Kiedy, ja nie mam zamiaru mieć chłopaka, a co dopiero dziecka - poraz kolejny moja ciocia wytrzeszczyła oczy na moją odpowiedź
- Ale, jak to?
- Nie chce, żeby moje dziecko przeżywało w życiu taką stratę jak ja. Jeśli mnie albo jego ojcu coś się stanie będzie to przeżywało podobnie. A co dopiero kiedy straci nas oboje? To jest strasznie trudne. Trzeba od nowa budować swoje życie cegiełka po cegiełce, bo tamten świat ci się zawalił. To uczucie porzucenia jest nie do wytrzymania - znowu po moich policzkach popłynęło kilka łez ale szybko je starłam i udałam że nic się nie stało - a poza tym jest też inny powód dla którego nie chcę być w związku.
- Jaki?
- Strach przed porzuceniem. Nie raz widziałam jak moje koleżanki ryczały przed szkołą, bo widziały jak ich "chłopak" lizał się z inną. Ja nie chcę być czyjąś zabawką. A jeśli zajdę w ciążę i mnie zostawi, to moje życie już w ogóle nie będzie miało sensu. Nie wyobrażam sobie dzielenia łóżka z inną dziewczyną i ani trochę nie wyobrażam sobie siebie w związku.
- Czyli ty ani razu nie miałaś chłopaka?!
- Nie i jeśli dobrze przysłuchałaś sie temu co mówiłam to możesz się domyślić że nawet nie zamierzam.
- Ale kochanie, ty nie możesz być tak pesymistycznie nastawiona na związek. Jeżeli widzisz że chłopak sie stara to mu zależy i to cholernie. Nie zawsze trafisz na takiego dupka który liczy na szybki numerek. Jeżeli spotkasz tego jedynego, poczujesz się tak... lekko. Nogi będziesz miała jak z waty i nie będziesz umiała przestać myśleć o tej osobie.
- Oj kochanie, nie wiedziałem że tak na ciebie działam - z transu wyrwał ją Chris, który nawet nie wiem kiedy wszedł do kuchni i dał buziaka w policzek mojej towarzyszce.
- Ty jeszcze dużo rzeczy o mnie nie wiesz - Lilly posłała mu zadziorny uśmieszek.
Nie miałam ochoty gapić się na ich mizdrzenie się do siebie. Podeszłam bo blatu, nalałam sobie coli i ruszyłam na górę.
- Pamiętaj, że jutro idziemy na kolację na miasto.! - krzyknął a mną wujek
- A muszę iść? - powiedziałam jakby od niechcenia
- Tak. Aha, i będzie z nami Karen z mężem i Nath'em. - moje spojrzenie wyraziło wszytstko. Ruszyłam na górę, jednak kiedy pokonywałam ostatnie schody poczułam że zaraz zwrócę. Ekspresowo pobiegłam do łazienki i zrobiłam to do czego dojść prędzej czy później musiało. Z niesmakiem w ustach położyłam się na łóźku i zasnęłam.
Obudziłam się następnego dnia. Dalej było mi niedobrze i strasznie mną trzęsło, jednak nie chciałam zawieźć Lilly i Chrisa. Wstałam i poszłam się przebrać, gdyż dalej byłam w wczorajszych ciuchach. Założyłam dres i poszłam do salonu. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że telewizor tak jakoś samotnie sobie stoi, więc podeszłam po pilota, włączyłam eske i położyłam sie na kanapie. Akurat leciała piosenka Cover Drive All my love. Była taka jakaś spokojna i nawet nie wiedziałam kiedy znowu odpłynęłam. Obudziło mnie lekkie szarpanie za rękę. Niechętnie otworzyłam oczy, okazało się że to Laura.
- Jak ci się nudzi to sie rozbierz i ubrań popilnuj. Ludzie chcą się wyspać...
- Kobieto, powiem ci tylko tyle że jest już 16:30 a ty śpisz od wczoraj. Co się z tobą dzieje?
- Ja.. ja nie wiem. Spać mi się chce.
- Czyli nie idziesz z nami?
- No pewnie, ze idę. Chwila tylko się zwlekę z łóżka... - zeszłam i poczłapałam do kuchni. Wzięłam sobie kromkę chleba z miodem, którą pożarłam w niecałą minutę. Umyłam lepkie ręce i poszłam na górę. Otworzyłam szafę na oścież, i jedyne co rzuciło mi się w oczy to czarna sukienka i czarne koturny. Nie chciałam marznąć więc założyłam do tego beżowe rajstopy i narzuciłam czarną skórzaną kurtkę. Ubrałam się na żałobę. Nie ukazywałam tego wcześniej ubiorem, bo żałobę nosi się w sercu a nie na sobie ale tego dnia nie miałam raczej humoru na weselsze kolory. Czułam się jak z krzyża zdjęta. Ubrana poszłam do łazienki i to co zobaczyłam w lustrze mnie przeraziło. Blada twarz, podkrążone oczy, rozkopane włosy, a najdziwniejsze było do że były pofalowane chociaż zawsze miałam proste. Musiałam coś ze sobą zrobić, dlatego włosy spięłam w kucyk i zaczęłam robić lekką poprawkę. Kiedyś widziałam przypadkowo jak to robi Laura, więc tylko troszkę za nią zapapugowałam. Korektorem zakryłam cienie pod oczami i krostki, nałożyłam trochę fluidu, tuszem pomalowałam rzęsy, zrobiłam małe smokey eye i inne takie duperele. Żebym nie była blada policzki lekko zarumieniłam różem i rozpuściłam włosy. Kiedy stwierdziłam że powoli zaczynam wyglądać jak człowiek wyszłam na dół i skierowałam się do salonu. Wszyscy już czekali na mnie na dole. Chris oczywiście w garniturze, Lilly w brązowej sukience i w czarnych niskich koturnach a Laura w zielonej sukience i kremowych platformach .
- Monia, ty się pomalowałaś.! - zauważyła Laura
- Musiałam, bo wyglądałam jak trup.
- Oj nie przesadzaj...
- To wyjdziemy dzisiaj? - niecierpliwił się Chris.
- Tak, idziemy. - odpowiedziała mu Lilly. Wszyscy wzięli swoje kurtki i wyszliśmy.
Na miejscu byliśmy po 10 minutach. Nath z rodzicami już tam siedział. Podeszliśmy do stolika, przywitaliśmy się i usiedliśmy na miejsca. Przypadło mi siedzieć pomiędzy Laurą a Nathanem. Muszę przyznać że do twarzy było mu w garniturze. Dopiero co przyszliśmy i znowu zaczęła się gadka pt. Co sobie zamówić?. Wzięłam sałatkę z kurczakiem i siedziałam cicho. Po pewnym czasie kelner przyniósł nasze zamówienia.
- Nie mów że będziesz to jeść.. - skrzywił się Nath.
- Coś nie pasuje..?
- Nie no, okej. To teraz może powiedz w którym miejscu jesteś zwierzęciem, typu przeżuwacza.
- Jestem umysłowym zwierzakiem i lubie sałatki. A tak w ogóle to gap się w swój talerz.
Potem już tylko paplali rodzice Natha i Laury. Kończyłam swoją sałatkę kiedy znowu zaczął mnie ściskać żołądek. Przeprosiłam wszystkich i skierowałam się do łazienki. Po około 10 minutach do łazienki weszła Laura.
- Boże dziewczyno ty wymiotujesz?! - podbiegła do mnie i pomogła wrócić moje ciało do pionowej postawy.
- Nie, pije wodę z klozetu - powiedziałam z sarkazmem, chociaż w ogóle nie było mi do śmiechu.
- Ale.. dlaczego? To ta sałatka, tak?
- Nie. Mdli mnie od dwóch dni.
- Kurcze, no to czemu w domu nie zostałaś?!
- Nie chciałam psuć wieczoru.
- Oh ty głupku... - pokręciła głową - będziesz jeszcze korzystać z usług, tego jakże zacnego kibelka?
- Raczej nie - spuściłam wodę i poszłam umyć ręce.
- Zaczekaj tu. Nath cię odwiezie
- Alee.... - nie zdążyłam dokończyć bo już jej nie było.
Spojrzałam w lustro, które prawdę mi powiedziało. Wyglądałam okropnie. Blada, rozkopane włosy i lekko rozmazany makijaż. Poprawiłam lekko włosy, zmyłam zacieki makijażu i wyszłam z łazienki. Pod drzwiami czekał już Nathan. Jego mina gdy mnie zobaczył była bezcenna. Bez słowa chwycił mnie za rękę i pociągnął w kierunku samochodu. Chwile jechaliśmy w ciszy, którą postanowiłam przerwać.
- Nie jestem w ciąży. - na te słowa usłyszałam jak wypuszcza powietrze z płuc. - no nie mów że myślałeś że jestem
- Nawet nie wiesz o czym myślę, więc nie wyciągaj pochopnych wniosków.
- Nathan, ja nie myślę ja to wiem - zaczęłam się śmiać, co było błędem. Poczułam ukłucie w żołądku.
- No okej. Przejrzałaś mnie...
- Ty w ogóle byłeś zazdrosny?! O mnie?! Boże.. ludzie! zabierzcie mnie stąd! Czy ja wszystkim muszę mówić o tym że nigdy nie miałam chłopaka i jak na razie nie widzę takiego który był dobrym kandydatem?
- A ja? - spytał ze smutną minką. W jednej chwili spoważniałam. Przypomniało mi się co do mnie czuje.
- Nathan - zaczęłam spokojnie - ty dobrze wiesz, że nie możemy...
- A chciałabyś? - przerwał
- Ja... ja... - zacięłam się. Nie chciałam go skrzywdzić, ani nie chciałam zerwać naszej przyjaźni. - Nathan, ja wiele rzeczy chce, ale są takie, których po prostu mieć nie mogę. - oparłam głowę o szybę.
- Dobrze wiesz, że aż taką bliską rodziną nie jesteśmy.
- Możemy chwilowo skończyć ten temat? Ja naprawdę nie czuję się najlepiej...
- Okej - powiedział i zatrzymał się na podjeździe.
Odpięłam pasy i zaczęłam się wygramalać z samochodu. Pan Sykes wziął mnie za rękę i poprowadził w kierunku drzwi. Wygrzebałam kluczyk z doniczki i weszliśmy do środka. Ledwo weszłam i znowu poleciałam do łazienki. W pewnym momencie myślałam że zaraz wyjdzie ze mnie cały układ pokarmowy. Nadmiar kwasów zniszczył mi śluzówkę i przełyk zaczął mnie boleć. Wyszłam z łazienki i poczłapałam do kuchni. Pomyślałam że poeksperymentuję i zrobię sobie kisiel. W końcu żelatyna może zrobić lekki poślizg i nie będzie mnie tak szczypać przełykanie śliny. Z bólem w gardle nastawiłam wodę w czajniku i weszłam do salonu w którym przebywał Nath i czytał gazetę.
- Będziesz kisiel..? - wychrypałam resztką sił
- Nie dzięki. Czytam bardzo ciekawy artykuł. - w tem momencie podeszłam bliżej żeby przeczytać nagłówek.
--------------------------------------------------------
Wieeem, zabijecie mnie za to że w takim momencie przerwałam ^^
Jestem średnio zadowolona z tego działu. Wena tak jakoś prysła, ale nie martwcie się, dział powstanie. Niedawno założyłam nowego bloga, także o The Wanted, tylko tym razem o Tomie. ( Też go kocham :3 )
Tu macie linka: http://trzeba-tak-kochac-jak-swieci-slonce.blogspot.com/
Postanowiłam że tam będe mądrzej pisać, ale zabawnie też będzie. Postanowiłam że będą tam lepiej opisane emocje i odczucia, chociaż nie wiem czy wyjdzie. Tak jak pisze w moim opisie: jestem wariatką, więc trudem wychodzi mi pisanie na poważnie. Nawet Kinga mi dzisiaj napisała: Ty potrzebujesz mózgu koniecznie ! A to tylko dlatego że napisałam jej żeby zaczęła jeść fasolkę, bo Ameryka potrzebuje gazu ._.
No nic, może rzeczywiście przesadzam z czekoladą? ( to po niej mam odloty ).
Okej. Dział jest a na następny poczekacie sobie do następnego tygodnia, bo muszę nabrać weny ._.
Dziękuję wszystkim czytającym moje bazgroły :3 ( Jesteście koffani :***** )
Czekam o wasze opinie, na temat tego czegoś powyżej tych małych kresek idących poziomo przez tego posta. :D
Okej, ide bo na serio się rozpiszę, a nie chcę was męczyć xD
To do następnego :***
sobota, 9 marca 2013
niedziela, 3 marca 2013
Rozdział 11
Obudziłam się w swoim pokoju, ale nie sama. Na kanapie na przeciwko łóżka leżał Nathan skulony jak bobas. Cichutko wstałam i chciałam sobie zrobić żart z jego pozy. Do szkoły miałam jeszcze trochę czasu więc wyciągnęłam kosmetyczkę, z nieużywanymi jeszcze kosmetykami zaczęłam zabawę. Delikatnie, żeby go nie obudzić pomalowałam mu usta i oczy, do tego pokarbowałam grzywkę. Opisując w kilku słowach jego wygląd: Wyglądał jak klaun. Cicho śmiejąc się pod nosem wyciągnęłam z szafki nie używany od lat aparat fotograficzny. Należał do tych starszych ale robił eleganckie zdjęcia. Cyknęłam kilka fotek i postanowiłam obudzić pana Sykesa, chociaż żal było mi się pozbyć tego widoku z przed oczu. Zaczęłam go szturchać ale jak zwykle na marnę. Wcisnęłam się pomiędzy niego a oparcie i całym swoim ciałem zepchnęłam go z hukiem. Na szczęście zadziałało, bo w innym wypadku zastosowała bym bardziej drastyczne środki pomocy.
- Co... Ooo już wstałaś? - wystękał zaspanym głosem z dodatkiem ziewnięcia podczas przecierania oczu
- A czemu miałabym nie wstawać?
- No wiesz, po tym co się wczoraj działo...
- Co się wczoraj działo? - powiedziałam podniesionym już głosem
- No, nie wiem jak ci to powiedzieć...
- Yyyyy.... najprościej jak potrafisz, i zrozumiale dla mnie?
- Byłaś na haju.
- Ahaaa? Spoko.. to teraz wyjaśnij mi jakim cudem? Przecież ja nie paliłam, nie pale i palić nie będę.
- No właśnie też się zastanawiam.
- A dokładniej, to co ja wczoraj robiłam bo nie pamiętam? - na moje słowa chłopak wybuchł śmiechem
- Striptiz dla ubogich - prawie to wykrzyczał
- Co?! - oczy pewnie miałam szerokie jak nakrętka od frugo
- Żartuję... - Sykes cały czas się śmiał a ja już wnerwiona zaczęłam się śmiać razem z nim. Podczas ataku głupawki wyglądał jeszcze gorzej z tym makijażem. Dodatkowo uroku całej jego twarzy w mojej artystycznej tapecie dodawał jednodniowy zarost.
- A ty z czego rżysz? - wystękał pomiędzy atakami śmiechu. A ja, oczywiście jak to ja bez słowa podeszłam do biurka i wyciągnęłam z szufladki małe lusterko dalej rechocząc pod nosem.
- Z tego - wystawiłam mu lusterko przed nos. Jego mina była bezcenna. Teraz to ja się turlałam po dywanie jak dziecko neo.
- Zbezcześciłaś urok osobisty Nathana Jamesa Sykesa! Zginiesz marnie! - i rzucił się na mnie z łaskotkami. Zaczęłam się śmieć jeszcze bardziej. W końcu nie wytrzymałam, przewróciłam się na brzuch i czołgając się jak żołnierz w Afganistanie dotarłam do łóżka. Ściągnęłam jedną z kilku poduszek i zaczęłam walić nią w Nathana. Udało mi się go na chwilę ogłuszyć ale moje starania poszły na marnę. Dalej przez jakieś 5 minut łaskotał mnie w najbardziej wyczulonych miejscach. Na szczęście w końcu opadł z sił po siłowaniu się ze mną.
- Okej, a tak na serio to co robiłam? - próbowałam uspokoić oddech
- Chciałaś patatajać na różowym jednorożcu, a jeszcze później unosić się na jego łzach - oboje wybuchliśmy śmiechem
- To dowód na to, że narkotyki mi nie służą
- No, a ja dziwiłem się że jeszcze ci żeby nie wyschły od tego notorycznego śmiechu
- Fajnie, ale my tu gadu gadu a ja do szkoły muszę iść...
- A która godzina? - spytał a ja spojrzałam na zegarek
- O cholera 7:15
- Okej, to ty leć do łazienki a ja cię spakuję - oznajmił na co ja zatrzymałam się w miejscu i obróciłam cię do niego na pięcie
- Yyyy ty, i pakowanie? - uniosłam lewą brew
- Często pakuję Jess do szkoły - uśmiechnął się jak by gadał z dzieckiem z ADHD
- Aaahaa... A kim ona właściwie dla ciebie jest, bo już nic nie rozumiem...
- Siostrą, a tym myślałaś że kim?
- Dziewczyną? - powiedziałam niepewnie spuszczając wzrok na co Nath parsknął śmiechem
- Tak... Jess moją dziewczyną...Idź lepiej do łazienki a mnie tu nie zagaduj
- Okej, ale ubrania..! - wróciłam się do szafy i wybrałam pierwszy lepszy ciuch. Wylosowało się akurat na to . Poleciałam do łazienki, umyłam zęby, odświeżyłam się ubrałam i wyszłam w pośpiechu. Była 7:25. " Nie jest źle"~ pomyślałam. Patrząc jak radzi sobie Nathan zaczęłam rozczesywać włosy. Postawiłam że pierwszy raz pójdę do tej szkoły w wysokim kucyku gdyż było mi w nim ładnie i akurat pasował do stroju. W tym samym momencie jak skończyłam się czesać a Nath mnie pakować więc pociągnęłam chłopaka za rękę na dół, przy okazji weszliśmy do łazienki, żeby zmyć mu moje picasso z twarzy i na nowo wyprostować grzywkę. Lilly była zaskoczona jego obecnością w naszym domu, ale widząc że miałam dobry humor nic nie mówiła. Wcisnęłam w Nathana 2 kanapki tak jak w siebie. Po śniadaniu pociągnęłam Laurę i Nathana za rękę i wciągnęłam do samochodu. Ja oczywiście zajęłam miejsce kierowcy, a Nathan wolał być z tyłu.
- Ty prowadzisz?!
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - powiedziałam odpalając silnik. Ruszyłam z podjazdu z piskiem opon. Korzystając z okazji że w radiu dalej siedziała moja mp3 włączyłam muzykę. Wypadło na Wiley - Can You Hear Me. Z racji tego że jechała ze mną Laura jechałam wolniej, co chyba ucieszyło chłopaka. Na światłach posłałam mu lekki uśmiech, który odwzajemnił. Po 10 minutach byliśmy pod szkołą. Specjalnie, ze względu na Natha zaparkowałam w miejscu, gdzie stały raczej zgraje chłopaków, niż dziewczyn. Miałyśmy jeszcze trochę czasu więc pogadaliśmy chwilę przed szkołą. Było kilka komentarzy pod moim adresem typu: "Lalunia to twój gach?" ale myślałam że walne orła ze śmiechu kiedy ktoś zarzucił fajnym tekstem na Nathana. Jego mina wyrażała wszystko. No cóż, który gwiazdor ( szczególnie Nath ) nie przejął by się komentarzem typu: "Widziałem cię w sklepie rowerowym na półce z pedałami". Jeszcze inny zarzucił takim tekstem: "Nie mów tyle, bo ci się żylaki na zębach porobią". Na tym już kompletnie odjechałam, ale jest sam sobie winien. Wybrał idealny temat żeby się ze mnie ponabijać, a mianowicie wczorajszy wieczór w parku Disneya. Po miłym monologu spytał się o której kończę lekcje, i zaproponował podwózkę do domu. Zgodziłam się, powiedziałam że o 15:15 i zniknęłam w tłumie kujonów.
Szkoła zleciała strasznie szybko. No tak, w końcu czwartek. Jeszcze dostałam 4 z kartkówki z matematyki. Coś czułam że ten dzień będzie udany. Laura poszła do koleżanki, więc chyba dzień spędzę z Nathem. Nath stał w tym samym miejscu , w którym ja stanęłam rano. Gdy tylko mnie zobaczył pojawił się uśmiech na jego twarzy. Pokazałam mu gestem żeby zmykał z miejsca kierowcy, na co tylko pokręcił głową i wykonał polecenie.
- Co ty taka zadowolona? - spytał, kiedy tylko weszłam do insygni.
- A tak jakoś - uśmiechnęłam się i odpaliłam samochód. Nath od razu zabrał się za zapinanie pasów. - No okej, niech ci będzie. Tylko dlatego że mam dobry humor pojadę 45km/h.
- Dzięki ci Boże, ale aż tak wolno nie musisz, przecież...
- Nie prowokuj mnie Sykes - wysyczałam przerywając mu
- No okej..
- Gdzie chcesz jechać?
- Może do mnie?
- Okej - poprawiłam lusterka i jak to w moim zwyczaju ruszyłam z piskiem opon. Jechaliśmy w milczeniu przez jakieś 7 minut.
- A może puścisz jakąś muzykę, bo tak jakoś cicho...
- A jaką być chciał? - wyszczerzyłam się w uśmiechu
- Hmm, no nie wiem. Może lepiej ty wybierz, ja nie znam piosenek na twoim mp3.
- Rozumiem, że mówiąc "wybierz" chodzi ci o "wybierz polską".
- Poddaję się, przejrzałaś mnie. - na te słowa tylko się uśmiechnęłam i włączyłam Video - środa czwartek ale już remix, bo oryginał mi się znudził. Śmiałam się, kiedy Nathan próbował powtórzyć jakieś słowo i jakoś na tym zleciała nam droga. Wyszłam z samochodu, jednak znowu zachwiałam się przed drzwiami.
- Może lepiej ty wejdź pierwszy. Ja chcę jeszcze pożyć.- cofnęłam się o dwa kroki, kiedy tylko usłyszałam hałas dochodzący zza drzwi. Nathan wszedł do środka a tam czysty armagedon.
- Co tu się... - nie zdążył dokończyć, gdyż na jego idealnie ułożonej grzywce rozbiło się jajko. Ogólnie w całym domu były porozrzucane jajka.
- Przynajmniej masz idealną maseczkę na łupież - wydukałam zwijając się ze śmiechu. Nie wytrzymałam i musiałam kucnąć na ziemi, żeby nie pęknąć, jednak to był błąd. Poczułam uderzenie w głowę czymś co się rozwaliło i zaczęło ściekać po moich włosach. Podniosłam głowę, żeby sprawdzić co się stało, i zobaczyłam Nathana, z bananem na twarzy, który czekał na moją reakcję. Dotknęłam włosów i palcami wywnioskowałam że to jajko. Spróbowałam się opanować, a jednocześnie zadziałać. Wstałam i bez jakiegokolwiek przejęcia weszłam z bananem do kuchni. Przywitałam się z chłopakami i zaczęłam wyjmować potrzebne mi produkty.
- Chłopcy, macie ochotę na ciasto?
- Ciasto?! - odkrzyknęli wszyscy razem i popatrzeli w moją stronę.
- Jeśli tak, to zostawcie mi troche tych jajek. - powiedziałam i zabrałam się do pracy. Ubiłam białka, wymieszałam z cukrem i z żółtkami, dolałam olej, mąkę, kakao, proszek do pieczenia... i odstawiłam masę na stół. W pewnej chwili zauważyłam że wszyscy idą do kuchni. Na widok Sykesa uśmiechnęłam się delikatnie. Dalej miał jajko na włosach, z reszta tak jak ja. Wszyscy usiedli koło stołu, a że Nath usiadł koło piekarnika, mój plan był jeszcze prostszy. Wlałam ciasto do formie i udałam się w kierunku piekarnika. Zatrzymałam się za Nathanem i puściłam oczko do chłopaków, którzy tylko się uśmiechnęli. Na ten znak przechyliłam formę nad głową BabyNatha, a jego włosy momentalnie pokryła ciemna masa.
- Już nie żyjesz... - ręką ściągnął większość masy i zaczął mnie gonić po pokoju. Dogonił mnie koło drzwi wejściowych i zaczął wcierać ciasto w moje włosy. Kucyka mi już dawno rozwalił.
- Nathan, przestań... - próbowałam mu przerwać ale na marnę
- Nawet ładnie ci w czekoladowych włosach - przyznał układając mi fryzurkę. Bezradnie usiadłam na podłodze po turecku i skrzyżowałam ręce na piersiach, czekając aż to się skończy.
- A wiesz że tobie też? - powiedziałam z nutką sarkazmu
- Okej, młody dosyć, idź się umyć i skończ jej dokuczać. Zobacz, ma całą bluzkę czekoladową...- powiedział na szczęście jedyny normalny, czyli Max.
- Och, dziękuję za litość milordzie - powiedziałam sarkastycznie, kiedy tylko mnie puścił
- Mój pokój jest na przeciwko Nathana. Drzwi obok biurka prowadzą do łazienki, a czyste ręczniki znajdziesz w szafce pod zlewem. Umyj się, a uwierz mi że dobrze ci to zrobi. - zaproponował Siva wchodząc do salonu.
Nie pozostało mi nic innego jak pójście do łazienki Sivy. Pokój był w kolorze czerwono - śmietankowym. Jasne zasłony, meble i pościel idealnie kontrastowały z ognistymi ścianami i ciemną podłogą. Z szafki pod zlewem wygrzebałam ręczniki, rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Nie spędziłam dam dużo czasu, bo 10 minut. Wyszłam a wraz ze mną cudny zapach wanilii. Opatuliłam się ręcznikiem, i w tym momencie przypomniało mi się że zapomniałam o jakiejś koszulce na przebranie. Poprawiłam ręcznik i cicho wyszłam na korytarz. Po cichutku uchyliłam drzwi do pokoju Natha i weszłam do środka. Zabrałam się do ich zamykania, a zanim się odwróciłam w stronę pokoju z łazienki zdążył wyjść Nathan..Też w ręczniku.
- Przyszłam się spytać, czy nie pożyczył byś mi jakiejś zbędnej albo za dużej koszulki...
- Jaasne... - wystękał i obrócił się w stronę szafy. Czy ja aż tak działam na chłopaków..? - masz - uśmiechnął się i podał swoją sutannę.
- Dzięki - stanęłam obok okna - masz bardzo ładny widok z okna. A tak w ogóle, czy ty zawsze po myciu od razu układasz sobie grzywkę? - spytałam widząc jego fryzurę.
- Tak, a co w tym dziwnego? - zaczęłam się chichrać i obmyślać plan zemsty, za moją fryzurę.
- Nic, Nathanku - uśmiechnęłam się złośliwie i roztrzepałam mu grzywkę
- Oooo, nie. Tego to ci już płazem nie puszczę - uśmiechnął się i zaczął mnie szarpać za ręcznik
- Puść mnie zboczeńcu... Jesteś niewyżyty seksualnie.! No Nathan, bo potargasz - słysząc że kilka nitek puściło, postanowiłam zaryzykować. Jedną ręką chwyciłam kremową zasłonę a drugą puściłam ręcznik, szybko okręcając się w cielisty materiał. Nim się obejrzał stałam dokładnie owinięta jak larwa motyla w kokonie.
- Kurcze, zawsze coś...
- Opanuj się. Jak chcesz takie rzeczy widzieć to idź do burdelu. Kasy ci nie brakuje.. - przerwałam z sarkazmem
- To tylko dla żartu.. - próbował się wykręcić.
- Człowieku, czy ty siebie słyszysz? Chciałeś ze mnie zedrzeć ręcznik dla żartu..? Powiedz mi może co ty masz w głowie, bo mózg chyba zmienił swoje miejsce zamieszkania 19 lat temu... Czy ty zdajesz sobie sprawę, że jestem naga?
- Teraz w zasłonie, z resztą i tak bym się obrócił - wyszczerzył się
- Yhmm, na pewno. Oddaj mi ręcznik - posłusznie położył mi go na rękę, którą wcześniej wyciągnęłam w jego kierunku - a teraz odmaszerować - zasalutowałam. Ostatnio dość często to robię.
Wyszedł z pokoju a ja od razu założyłam na siebie ręcznik i poczłapałam z powrotem do pokoju Sivy. Założyłam bieliznę, koszulkę Natha, spodnie i uchyliłam trochę okno żeby wywietrzyć wilgoć. Chwilę odczekałam zamknęłam go i wróciłam do chłopaków.
- Od razu lepiej wyglądasz - rzucił na sam początek Max.
- Popieram - usłyszałam głos Toma i Sivy.
- Dzięki, to co robimy?
- Ja myślałem o butelce.! - pierwszy wyrywał się Tom
- Okej.. ale mam nadzieję że nie na całowanie? - pytałam, na co chłopcy tylko spojrzeli po sobie z obrzydzeniem i pokiwali głowami na nie.
Usiedliśmy wszyscy w kółku na dywanie, w między czasie Tom wygrzebał butelkę po piwie zza fotela.
- To kto zaczyna? - spytał z zaciekawieniem Jay
- Najstarszy - uśmiechnął się łobuzersko Tom i zaczął kręcić. Wypadło na Jaya.
- Okej, to pytanie czy zadanie?
- Wolę zadanie - odparł przerażony loczek
- Okej, w takim razie pocałuj swojego gada, ale prosto w usta - zastrzegł sobie Parker
- To wbrew naturze - spojrzał na niego obrzydzony Max
- Eee tam, marudzisz - w tym momencie do salonu wszedł Jay ze swoją jaszczurką. Nieświadomie odruchowo się odsunęłam za Sivę.
- Widzę, że ktoś tutaj się gadów boi - zaczął naśmiewać się Max
- Jak ci tak wesoło to zaraz poczujesz go w tyłku - rzuciłam na co wszyscy z wyjątkiem Maxa wybuchli śmiechem
- Wierz mi, nie chcesz tam zaglądać - wybełkotał Nath, który w tym momencie zwijał się ze śmiechu
- A kto powiedział że ja tam zajrzę? Po prostu wsadzę dziada i gitara...
- Okej, koniec paplania. Dajesz Jay - popędzał go Tom. Jay słysząc to wykonał zadanie, niestety ja poczułam że robi mi się niedobrze.
- Kocham cię Neytiri - powiedział do swojego gada i włożył z powrotem do terrarium.
Usiadł ponownie w kółku i zakręcił butelką. Wypadło na mnie.
- Pytanie, czy zadanie? - spytał loczek
- Yyy... po tym co tu widziałam wolę pytanie
- W takim razie powiedz, kto był tym szczęściarzem, z którym pierwszy raz się całowałaś? - zatkało mnie... co miałam powiedzieć jak nie prawdę?
- Nathan - szepnęłam
- Jeszcze raz bo nie słyszeliśmy - niecierpliwił się Tom
- Nathan - wybełkotałam i spojrzałam na niego. Jego mina wyrażała wszystko a ja widząc to tylko spuściłam głowę.
- Ale jak to...? nic nie rozumiem... Wy się całowaliście?! - spytał zszokowany Siva. Nic nie odpowiedziałam.
- Zmusiłem ją. Znaczy... to był odruch. Myślałem że też tego chce...
- Nathan, my jesteśmy rodziną... - wysyczałam na co tylko Tom zakrztusił się piwem, którego dopiero wziął pierwszy łyk.
- Wy rodziną jesteście?! Boże, ja już nic nie rozumiem - chwycił się za głowę Siva
- Ja też nie...Okej, już powinnam wracać.
- Odwiozę cię - zaoferował się Nath
- Dzięki... To na razie - założyłam kurtkę i wyszłam z domu. Bez słowa wpakowałam się na miejsce pasażera w insygni. Jednym słowem Nath, był zaskoczony moim wyczynem. Bez słowa usiadł za kierownicą i odpalił silnik. Jechaliśmy w milczeniu, ale oczywiście musiała się ona skończyć.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- O czym?
- Dobrze wiesz o czym...
- O tym że nie chcę, czy o tym że to był mój pierwszy pocałunek?
- I o tym i o tym...
- Hmm... pomyślmy... Po pierwsze nie pytałeś mnie o zdanie, a po drugie jak mogłam cokolwiek powiedzieć jak zatykałeś mi usta swoimi?
- Mogłaś sie wyrwać.
- Ojj wierz mi, jak bym jeszcze miała taką możliwość...
- No okej, przepraszam. Po prostu nie chcę ukrywać że podobasz mi się, i nic na to nie poradzę. Jesteś wyjątkowa, i nigdy nie spotkałem kogoś kto działał by na mnie tak jak ty.
- Nathan...
- Ja przepraszam.Wiem że jesteśmy rodziną i te sprawy... Nie chcę niszczyć naszej znajomości. Będziemy się dalej przyjaźnić?
- Nathan!
- Tak?
- Jakieś kilkanaście sekund temu przejechałeś obok mojego domu.
- O kurde, ale ze mnie gapa.
- Jak nawet nie wiesz kiedy dochodzisz w łóżku to się nie dziwię że nie masz dziewczyny - zaśmiałam się
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne...
- To nie było śmieszne, Życie jest śmieszne...
- Czy ty coś sugerujesz? - spytał zatrzymując się pod moim domem
- Jaa? W życiu... - spojrzał na mnie z pode łba -ohh, kurcze nie te słowa...
- Błagam, żeby ci tylko nic głupiego do głowy nie przyszło.
- O mnie sie nie bój. - uśmiechnęłam się lekko
- A odpowiesz mi na moje pytanie? - zrobił taką słodką minę, że nie mogłam mu odmówić
- Odpowiedź brzmi, tak - wyszczerzyłam się i pocałowałam w policzek - dziękuję za bluzkę - wyszeptałam i wyszłam z samochodu. Niepewnie podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Usłyszałam że Nath dopiero odjeżdża. Pewnie czekał aż wejdę, no ale cóż mi pozostało jak nie wejście do środka? W salonie siedziała Lilly i trzymała się za dość duży brzuch.
- No hej... - przywitałam się nieśmiało i usiadłam na fotelu obok.
- Hej Moniu. Coś się stało?
- Chciałam przeprosić. Dość że wam tyłek zawracam to jeszcze psuje wam nerwy.
- Nic się nie stało, to nasza wina. Nie byliśmy z tobą do końca szczerzy...
- Ciociu, ale to nie zmienia faktu że jesteś w ciąży i nie możesz się denerwować...
- Ale nic się nie stało i to jest najważniejsze. A teraz mykaj się przebrać. A tak w ogóle to o ile dobrze pamiętam miałaś na sobie inną koszulkę...
- Byłam u Nathana i usmarowałam się czekoladą, to pożyczył mi swoją - wzruszyłam ramionami.
- Dobrze, zaraz podgrzeję ci obiad. - wstała i poszła do kuchni a ja na górę. Ubrałam się w pomarańczowe spodnie dresowe, czarny t-shirt i w samych skarpetkach zeszłam na dół.W pewnej chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę - krzyknęłam schodząc po schodach. Podleciałam do drzwi i otwarłam je. W drzwiach stał....
-------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam że tak długo czekaliście, ale nie miałam weny i dopiero 2 dni temu skończyłam go pisać a jakoś nie miałam okazji żeby dodać. Mam nadzieję że się spodoba.
Chciałam wam z całego serca podziękować za te 1100 wejść :)
Jesteście kochani :*****
A jeśli chodzi o komentarze typu: "A ja chciałam zrobić ich parą, a Ty mi tu z rodziną wyjeżdżasz! -.-" To już dawno, jak wymyśliłam że będą rodziną obmyśliłam plan rozwiązania problemu, więc spokojna wasza uczesana ^^ Będą razem na 100, ale niestety jak się można domyślić będą wzloty i upadki. Kto dobrze pomyślał mógł się zorientować że to za sprawą Dionne. -.-Do następnego :*
sobota, 23 lutego 2013
Rozdział 10
Dzięki idealnym wskazówkom Nathana trafiliśmy... na jakieś pustkowie! Zdenerwowana musiałam odreagować na świeżym powietrzu. Wysiadłam z samochodu trzaskając drzwiami a za mną oczywiście BabyNath.
- No przepraszam... - zrobił minę zbitego psiaka
- A masz za co?
- No sorki, mój GPS zawiódł...
- To ty nawet nie wiedziałeś gdzie jechać?!
- Wiedziałem, tylko chciałem wybrać inną drogę żebyś zwolniła...
- Człowieku, ty nie masz mózgu a co dopiero GPS'a!
- Wiem... oto cała przykra prawda o mnie...
- Weź się nie mądraluj, tylko chowaj gdzieś samochód i idziemy...
- Ale dokąd?
- Szukać zasięgu, albo chociaż jakiegoś budynku, szopy.. nie wiem! Szukaj czegokolwiek!
- Znalazłem.
- Ale co?
- Idealną matkę dla moich dzieci. Będziesz im robiła genialne wykłady na temat życia.
- Wiesz co..? - już nie wiedziałam co powiedzieć. Tylko zmarszczyłam brwi i ruszyłam przed siebie.
Byłam kilka metrów od Nathana a ten już musiał coś spartolić. Moich uszu dobiegł dźwięk zderzenia czegoś z czymś. Nie musiałam cię długo zastanawiać żeby odgadnąć że mój kochany Nathanek zatrzymał moją kochaną insygnie na drzewie. Odwróciłam się na pięcie, na szczęście to nie było takie stuknięcie żeby auto się rozpadło, tylko żeby zostało lekkie wgniecenie.
- Człowieku, co ty robisz?! Tobie na łeb upadło?!
- Kazałaś mi schować samochód...
- Ale nie na drzewie!... - ten dzień był chyba gorszy od wszystkich innych, z wyjątkiem dnia śmierci moich rodziców. Musiałam ochłonąć. Usiadłam na ziemi i zaczęłam liczyć: 1...2...3...4...
- Baranki liczysz?
- Sam jesteś jeden wielki baran!
- Ale o co ci chodzi?
- Przeżywam właśnie załamanie psychiczne, jeśli cię to interesuje...
- Boże, ja nigdy nie zrozumiem kobiet.. - wsiadł do samochodu i tym razem jak człowiek zaparkował gdzies w krzakach a ja dalej siedziałam na ziemi...- no to idziemy..
- Ale... - nic nie zdążyłam powiedzieć. Nath, nie robiąc sobie nic z tego że właśnie umierałam w jego towarzystwie wziął mnie na ręce i poszedł gdzieś przed siebie.
Minęła jakaś godzina odkąd błądziliśmy po jakimś lesie. Nie chciałam go męczyć dlatego zeskoczyłam z niego i dalej szłam sama. Jakieś 2km później zauważyłam dość dużą willę pośród drzew. Bez zastanowienia pobiegłam w jej kierunku, a Nath oczywiście za mną. Była ogrodzona kutym czarnym płotem, który nie był dość wysoki. Zatrzymałam się tuż przed nim.
- Co zamierzasz? - spytał chyba pierwszy raz podczas przebywania na tym pustkowiu na poważnie.
- Przeskoczyć płot i dobrać cię do telefonu..?
- Oooo nie. Co to to nie. Ja się na to nie piszę, z resztą tobie też nie pozwalam.
- Ale dlaczego..?
- To włamanie!
- Chcesz cały dzień przesiedzieć na tym pustkowiu?!
- Jeżeli nie ma innego wyjścia to tak! Nawet jak bym miał spędzić go razem z tobą, czyli mądralą od siedmiu boleści...
- Oj, Nathaan.. pomóż mi tylko przeskoczyć ten płot. O nic więcej Cię nie proszę...
- A dasz mi w tedy spokój?
- Dozgonny...
- Aż tak dużo odpoczynku od ciebie nie potrzebuje - uśmiechnął się i posadził mnie na płocie
- Zaraz wracam, a ty siedź na czatach. Jak co zwiewaj, ja sobie poradzę. - zeskoczyłam z płotu i wbiegłam na teren posesji.
Zauważyłam że garaż jest otwarty i jednocześnie pusty, czyli właściciel się gości raczej nie spodziewał. Weszłam głębiej na ogródek i to był mój błąd. Niespodziewanie poczułam jak chłodny strumień wody oplata moje ciało. Nie ma to jak zraszacze w ogrodzie, czyli idealna pułapka na włamywacza. Mimo że byłam już całkowicie mokra przeniosłam się w miejsce, gdzie krople deszczu mnie nie sięgały, czyli pod drzwi. Okazało się że właściciel nie był obojętny na włamywaczy. Miał ślicznego czarnego pieska rasy rottweiler, na szczęście w kojcu. Ledwo dotknęłam klamki a moim oczom ukazało się dość drogie BMW wjeżdżające na podjazd. No tak, widocznie Sykes przynosi mi pecha bo gorszego dnia w życiu nie przeżyłam.
Za kierownicą siedziała dziewczyna. Z resztą owijać w bawełnę nie będę, dość ładna dziewczyna. Po ciemnej karnacji i wyłupiastych oczach poznałam że to Dionne Bromfield, czyli dziewczyna która moim zdaniem nie miała za dużego talentu. Nie chciałam narobić sobie więcej kłopotów więc podeszłam do samochodu na co ona nie ukrywała swojego zaskoczenia. Podeszłam do niej przedstawiłam się i opowiedziałam co się stało. Poprosiłam też, o możliwość skorzystania z telefonu, bo przecież to był cel naszej wycieczki. Zgodziła się, a ja kantem oka wyłapałam że Sykes idzie w naszą stronę.
- Prysznic wzięłaś? - wydukał Sykes pomiędzy atakami śmiechu
- A żebyś wiedział - posłałam mu spojrzenie typu: Zginiesz marnie.
- O cześć Nathan.! widzę że talent do pakowania ludzi w kłopoty ci nie minął.
- To wy się znacie..? - moja mina opisywała chyba wszystko co miałam na ten temat do powiedzenia
- Tak, jesteśmy starymi dobrymi przyjaciółmi - dziewczyna podeszła do niego na swoich 13cm szpilach i przytuliła. Poczułam że zbliża się mój odruch wymiotny.
- To jak, mogę zadzwonić? - chciałam przerwać im to migdalenie się na podjeździe, bo ja nie miałam ochoty sprzątać swojego kwasu żołądkowego z kostki brukowej.
- Tak, jasne - Dionne uśmiechnęła się sztucznie i zaprowadziła nas do swojego mieszkania. Nie powiem że było brzydkie, ale coś mnie od niego odciągało. - telefon masz nad komodą w salonie. Aha, jeszcze jaki masz rozmiar?
- Yyy... rozmiar czego?
- Buta
- 5/ 5.5 zależy od numeracji. A co, książkę piszesz? - spytałam zdezorientowana
- Nie, głuptasie. Przecież nie będziesz cały dzień w mokrym chodziła. Czyste ręczniki masz w łazience w dolnej szafce koło grzejnika. Aha a łazienkę masz za sobą.
- Dzięki - zrobiłam wielkie oczy i zabrałam się za telefon.
Szybko zadzwoniłam do najbardziej rozgarniętego czyli Maxa żeby zakomunikować że żyjemy i że za niedługo będziemy na miejscu. Max słysząc moją cudowną historię tylko parsknął śmiechem i powiedział że przekaże reszcie te jakże cudowne wiadomości. Po zakończeniu rozmowy weszłam do łazienki. Zielony kolor aż bił po oczach ale dało się wytrzymać. Bez zastanowienia zrzuciłam z siebie mokre rzeczy i weszłam pod prysznic. Ciepłe krople pieściły moje ciało, a razem z aloesowym żelem pod prysznic stworzyły taką harmonię że nie chciało się stamtąd wychodzić. Jednak musiałam się opamiętać i po dziesięciu minutach wyszłam z kabiny. Trochę pary wodnej tam było, więc wolałam otworzyć zaparowane już okno i wywietrzyć całą wilgoć. Ubrana w sam ręcznik wyszłam z łazienki i zaczęłam błądzić po mieszkaniu. W końcu wysuszyłam głosy. Właśnie za ich pośrednictwem trafiłam do garderoby, jeżeli to w ogóle można było nazwać garderobą. To coś było prawie takie jak mój pokój i całe wypchane ubraniami.
- Ooo już jesteś - z zamyślenia wyrwał mnie głos Dionne. Nathan, jak to na chłopaka przystało mierzył mnie wzrokiem. No tak, w końcu miałam na sobie tylko ręcznik. - z Nathem wybraliśmy ci ubrania. Mówił, że nie przepadasz za różem więc wybraliśmy to - pokazała mi rozłożone na stoliku ciuchy czyli granatową bluzkę z flagą, chabrowe jeansy, czarne zamszowe botki, i turkusowy płaszcz . - a teraz bielizna, czyli wypad Nathanku.
- Alee ja chętnie zostane
- Nie ma mowy, wypad
- Noo okej - zrobił minę zbitego psiaka. Mijając mnie pociągnął mój ręcznik w dół, ale na szczęście dobrze go trzymałam. - kurcze.! - krzyknął na co ja tylko pokazałam mu język i zamknęłam za nim drzwi na klucz.
- Niestety mam tylko koronkę więc... - boże, tylko koronkę?! Ja bym chyba nie wyżyła bez normalnej bielizny...
- Ahaa... okej. Dzięki, z resztą jak na moją logikę i tak za dużo dla mnie robisz.
- Nie ma sprawy. Okej, to teraz jaki kolor? Czerwona, czarna, zielona...? Bo wiem że róż odpada.
- Może być czarna - uśmiechnęłam się mimowolnie
- Okej, to dam ci z tego kompletu, co jeszcze nie nosiłam. Mam nadzieje że masz taki rozmiar stanika jak ja. - zaśmiałyśmy się obie
Wybrała mi jakiś komplet i wysłała do łazienki z wybranymi ciuchami. Czułam jak Nath odprowadza mnie wzrokiem ale szczerze mówiąc miałam to gdzieś. W łazience się szybko ubrałam, poskładałam mokre rzeczy i wsadziłam do worka. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do salonu.
- Jeszcze raz, dzięki
- Nie ma za co
- Nathan, musimy się już zbierać. 16:30 dochodzi a oni tam na nas czekają w tym disneylandzie. Pewnie Jay juz rzygał kilka razy na karuzeli...
- Aha, no tak.
- To ja was podwiozę.! - krzyknęła pełnym entuzjazmu głosem Dionne
- Okej, ale mam nadzieje że tylko do samochodu, bo stoi niedaleko stąd.
- Niedaleko, czyli...?
- Czyli jakieś 2,5km stąd...
- No to rzeczywiście niedaleko. Zajdziecie tam o 19.
- Chyba, że byś mogła nas odwieźć do samochodu a potem pokazać nam drogę do tego disneylandu, bo GPS Nathana ostatnio szwankuje a ja nie znam okolicy.
- Nie ma problemu - dziewczyna z zapałem poleciała po kluczyki swojego BMW.
Wróciła po upływie zaledwie kilku sekund i zaprowadziła nas do swojego samochodu. Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Nathan pokazał mi gdzie schował samochód a sam przesiadł się na miejsce pasażera obok Dionne. Wyprowadziłam samochód z krzaków i wyszłam zobaczyć jakie są szkody. Na szczęście skończyło się na lekkim wgnieceniu i kilku rysach ale i tak miałam ochotę go udusić. Wsiadłam do samochodu, podłączyłam swoją mp3 do radia i włączyłam swoją playlistę na najgłośniejszy ton, korzystając z okazji że jadę sama. Pierwszą piosenką jaką usłyszałam była INNA - 10 Minutes. Kołysałam się w rytm piosenki i podśpiewywałam pod nosem jednocześnie śledząc Czarne BMW. W pewnym momencie zauważyłam że Nath obrócił się w moją stronę i wybuchł śmiechem. Tylko pokazałam mu język i sama zaśmiałam się ze swojego zachowania. Musiało to wyglądać komicznie skoro obracał się co chwilę żeby zobaczyć czy nie powtarzam moich ruchów tanecznych nie z tego świata, chociaż miałam wytłumaczenie, bo pasy utrudniały mi ruch. Następną piosenką była Cover Drive - Explode. Znowu zaczęłam swoje kosmiczne ruchy, jednak tym razem sie trochę opanowałam. Nie chciałam robić z siebie aż takiej idiotki. Później kolejno leciały następne aż w końcu natrafiła się jakaś polska. Tą polską piosenką Była Ewelina Lisowska - w stronę słońca. Zaczęłam sobie śpiewać po polsku, aż w końcu samochód Dionne gwałtownie zahamował. Jechałam dość szybko, więc mogło dojść do kolizji ale na szczęście wyhamowałam w porę. Chciałam wysiąść i zobaczyć co się stało ale samochód nagle ruszył. Pomyślałam że to jakiś zwierzak podleciał pod koła, więc nie przejęłam się tym.
10 minut później podjechaliśmy pod mniemany disneyland. Wysiedliśmy z samochodów i od razu zaczęły się poszukiwania pozostałych.
- No nareszcie! Ale Moniś, zmieniłaś styl?! - usłyszałam głos Parkera. Nie wiedziałam co brał ale był nieźle wstawiony.
- Sory Monia, wata cukrowa mu nie służy - nawet nie wiem skąd wyłonił się Max.
- Ahaaa... a gdzie reszta?
- Poszła na diabelski młyn.
- Loczek dał za wygraną? - zaśmiałam się
- Nie.. Był na kolejce już z 12 razy. Siva już nawet raz zwymiotował. - na te słowa wybuchłam śmiechem
- Okej to ja sie ide przejść a wy róbcie co chcecie - chciałam trochę odpocząć od Dionne, chociaż nawet miło że mi pomogła.
Zauważyłam stoisko z colą, na którego widok uśmiechnęłam sie jak głupi do sera. Od razu poszłam sobie zamówić dużą butelkę, a kiedy już ją dorwałam poszłam sobie usiąść pod jakimś parasolem. Siedziałam tam jakieś 10 minut, kiedy nagle zrobiło mi się tak lekko.
Z perspektywy Nathana:
Z Dionne poszliśmy dołączyć do reszty. Oczywiście Jay zmusił nas na przejażdżkę kolejką. W wagonie było tak jakoś pusto, bez humorów Moniki. W końcu lubi szybka jazdę. Pomyślałem, że potem pójdę jej poszukać. Kolejka się zatrzymała i wreszcie Jay dał sobie spokój. Powiedziałem Dionne żeby zaczekała chwilę z innymi a sam poszedłem na poszukiwania. Znalazłem ją na ławce pod jakimś parasolem, kompletnie wstawioną. Zupełnie tak jak Tom. W ręce miała puszkę coli.
- Coś ty dziewczyno brała?
- Colę, chcesz trochę? - dziewczynie nie znikał uśmiech z twarzy
- Nie nie chcę, a teraz chodź
- A gdzie mnie zabierasz?
- Do domu.
- Ale je nie chce, tu jest tak fajnie, tak kolorowo.... - Zaczęła tańczyć na środku drogi
- Nie czas na tańce, idziemy do domu.
- Boże, ale ty jesteś sztywny... - pokręciła głową i poszła przodem.
Jechaliśmy w ciszy. Cały czas miała focha, że musiała wrócić. Postanowiłem odwieźć ją już do domu, w końcu musi chodzić do szkoły. Dobrze że przynajmniej w tym stanie nie narzekała na to że nie miałem prawa jazdy. W radiu dalej była jej mp3. W prawdzie słyszałem już jedną polską piosenkę kiedy jechaliśmy do disneylandu ale chciałem tak na spokojnie przesłuchać jak to brzmi. Ściszyłem radio i włączyłem pierwszą piosenkę która była w jakimś obcym języku. Chyba była polska, bo Monika zaczęła ją sobie podśpiewywać. Słowa były dziwne bo szło sobie język połamać na słowach lalalove, a ona śpiewała bez przejęcia. Tekst miała wykuty na blachę. Miała ładny głos, ale dlaczego się z tym kryła? W końcu podjechaliśmy pod jej dom.
- Okej, to teraz wysiądziesz, pójdziesz do góry nie zwracając na nic uwagi i nie zatrzymując się ani na chwilę. Wejdziesz do pokoju, przebierzesz się i...
- ..I w tedy ty wjedziesz do mojego pokoju na różowym jednorożcu i będziemy patatajać przez całą noc...
- Nie. Przebierzesz się i pójdziesz spać.
- Ale ja nie chcę spać.! Ja chcę unosić się na błękitnych łzach różowych jednorożców... - powiedziała głosem obrażonego pięciolatka.
- Boże, kobieto zacznij myśleć! - spojrzałem jej w oczy. Źrenice miała rozszerzone do granic możliwości.
- Ja nie jestem kobietą. Jestem Smerfetka, tulimy? - dziwiłem się, że jeszcze jej zęby nie wyschły od tego uśmiechu. Wyszedłem z samochodu i otworzyłem jej drzwi, na co ona wyszła, dała mi buziaka w policzek i poszła w kierunku drzwi.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Rozdział 9
Obudziłam się o 1:30. Wkurzyłam się okropnie kiedy otwarłam oczy i zobaczyłam że leże w pokoju Natha a jago tam nie ma. Wstałam powoli, żeby nie budzić innych i zeszłam na dół. Tak jak myślałam, pan Sykes leżał na kanapie i strzelał dziwne miny przez sen. Szturchnęłam go kilka razy ale to nic nie dało więc z całej siły zrzuciłam go z wersalki na dywan. W tedy chwycił mnie za nogi i przewrócił jak kłodę.
- A co ty tu robisz? - szeptał zszokowany
- Chyba była umowa?
- Wiem, ale kiedy zszedłem i zobaczyłem jak śpisz na podłodze to tak dziwnie głupio mi się zrobiło...
- Na podłodze?
- Yhym...
- Okej, ty mnie tu nie zagaduj. To nie zmienia faktu, że ty nie spałeś u siebie. Już marszem idziemy na górę! - zasalutowałam i pchnęłam go w kierunku schodów
- A co z tobą?
- Jak ci nie pasuje to będziemy spali razem - przewróciłam oczami na co on uśmiechnął się znacząco - ani o tym nie myśl bo ci przywalę
- Okej, okej...
Położyliśmy się razem, ale chyba oboje nie umieliśmy zasnąć. W pewnym momencie mi się to nawet udało.
Obudziły mnie promienie słoneczne, co dziwne bo zapowiadali pierwszy śnieg. Na szyi poczułam czyjś oddech oraz rękę na brzuchu. " Sykes rozszarpie cię " ~ to była moja pierwsza myśl jaka mi się nasunęła przypominając sobie wydarzenia z dość wczesnego ranka. Niby od niechcenia obróciłam się w stronę BabyNatha. Moim oczom ukazał się mały bezbronny chłopczyk, który wtulał się we mnie i w poduszkę. Na sam widok chciało mi się śmiać. Patrzyłam tak na niego kilka minut i nie umiałam oderwać od niego wzroku. W pewnym momencie zauważyłam spory uśmiech na jego twarzy. Od razu pojawiło się pytanie: Śpi albo sobie ze mnie jaja robi?
- Długo już nie śpisz? - drgnęłam na dźwięk jego głosu.
- Parę minut, może więcej - uśmiechnęłam się na co otworzył swoje niebiesko-zielone oczęta.
- To nie fair.. to teraz ty śpij a ja będę przeszywał cię wzrokiem.
- No co? Nie moja wina. Nie chciałam cię budzić, tak słodko spałeś...
- Nie obudziła byś mnie... niby jak?
- Ręka? - uniosłam brew a jego wzrok skierował się na moją talię którą nadal obejmował
- Przepraszam... ja...
- Nie tłumacz się, ale pamiętaj że w pewnym sensie jesteśmy rodziną więc...
- Tak wiem - spuścił wzrok
- Ej? Ale przecież możemy się przyjaźnić. Pamiętaj, że to wyróżnienie mieć w rodzinie taką zajebistą osobę jaką ja jestem - uśmiechnęłam się szeroko na co on wybuchnął śmiechem - no co?!
- Nico - pokazał mi język.
W tym właśnie momencie do pokoju wleciało całe 4/5 The Wanted. Zaczęli tańczyć w koło łóżka i śpiewać jak małe przedszkolaki: Zakochana para Nathan i Monika... Na początku było śmiesznie ale po kilku minutach miałam tego dość. Nathan widząc to zerwał się z łóżka i wygonił wszystkich za drzwi.
- Sory za nich ale ponoć wiesz do czego są zdolni...
- Taaak... - przytaknęłam i próbowałam wstać z łóżka, chociaż tak mi się nie chciało...
Odchyliłam kawałek pościeli i wygramoliłam się z niego. Chciałam go ogarnąć jednak gdy sie odwróciłam prawie dostałam zawału. Na moim miejscu było kilka kropel krwi, co nie oznaczało nic dobrego. Zamarłam.
- Wszystko ok? - spytał zdezorientowany chłopak drapiąc się w tył głowy.
- Tak, ja tylko... muszę do łazienki! - zakryłam pokrwawiony kawałek prześcieradła kołdrą, chwyciłam do ręki telefon i schowałam się w łazience. Byłam zdezorientowana i kompletnie nie wiedziałam co robić. Pierwsze co przyszło mi do głowy to zadzwonić do Laury. Tak, Laura to jedyna moja deska ratunku. Nie obchodziło mnie w tej chwili to co się działo poprzedniego dnia. W końcu to nie była jej decyzja tylko Chrisa i Lilly. Najważniejsze było teraz. Delikatnie uchyliłam drzwi by zobaczyć czy jest tam Nathan. Okazało się że siedział na łóżku.
- Nathan, a tak w ogóle to pod jakim adresem się teraz znajdujemy?
- Abbey Road 112, a co?
- Nic, macie strasznie dopasowany numer domu - zaśmiałam sie i z powrotem schowałam w łazience
Od razu wybrałam numer do laury i opowiedziałam o co chodzi. Niestety nie mogła przyjść bo siedziała w szkole. No tak, 11 godzina. Siedziałam tak jakieś 30 minut, kiedy ktoś zakłócił mój spokój.
- Monika, o co chodzi?
- O nic, dlaczego sądzisz że coś się stało?
- Widziałem krew na prześcieradle, a poza tym od 40 minut siedzisz w łazience i nie dajesz znaku życia
- To jeszcze nic nie znaczy...
- Nic nie znaczy?! kobieto, zamierzasz cały okres przesiedzieć w wannie? - Słysząc to uchyliłam lekko drzwi. Sykes stał oparty o ścianę i patrzył mi w oczy
- Potrzebuję pomocy - wydukałam na co on wyszedł z pokoju. Zostałam sama. Już z nudów grałam w gry na telefonie. Po godzinie usłyszałam pukanie do drzwi.
- Monika kochanie to ja Nareesha. Otwórz - usłyszałam głos dziewczyny. Zamarłam, teraz już wszyscy będą się śmiać że nawet o babskie sprawy nie umiem zadbać. Ale niestety nie zostało mi nic innego jak otworzyć dziewczynie.
- Wejdź - uchyliłam drzwi
- Nie bój się. Przyniosłam ci odpowiednie rzeczy. Pamiętaj, wiemy o tym tylko my i Nathan. Poza tym każdemu może się zdążyć. - Na te słowa tylko przytaknęłam. Dziewczyna dała mi pełną torbę i wyszła z łazienki. Szybko się ogarnęłam, to co trzeba było wyrzucić wyrzuciłam i wyszłam z łazienki.
- Dziękuję - wyszeptałam i przytuliłam dziewczynę.
- No to chodź na śniadanie
- Zaczekaj, tym razem przynajmniej spodnie założę, bo przy Tomie się nie da inaczej.
- Okej - dziewczyna się tylko zaśmiała i zeszła na dół. Zrobiłam to samo, gdy tylko ubrałam spodnie.
- Widzę że nasz smok już wstał - krzyknął na całe mieszkanie Parker.
- Jak coś to smoczyca, i tak już wstałam jak widać...
- W takim razie bardzo się cieszymy, bo dzisiaj cię porywamy - Max
- Ale gdzie?
- Do disneylandu.!! - Tom cieszył się jak dziecko, które dostało cukierka
- Nie, dzięki...
- To już postanowione - zatwierdził sobie Parker
Spojrzałam na Nathana z miną Are you fucking kidding me? a on tylko się uśmiechnął złośliwie. Widząc to wzięłam jedną kanapkę ze stołu, bezradnie rozłożyłam się na wersalce i włączyłam TV. Akurat leciała jakaś fajna komedia romantyczna. Pozostali tylko spojrzeli po sobie znacząco i w jednej chwili wcisnęli mi się na moje miejsce. Nareesha tylko pokręciła głową z dezaprobatą i usiadła na fotelu. Pomyślałam, że nie będę się gnieść na kanapie tyle czasu i rozłożyłam się na mięciutkim dywanie jak jakaś królowa. Spojrzałam na pana Sykesa, który patrzył na mnie jak na debilkę. Tym razem to ja się uśmiechnęłam złośliwie i pociągnęłam go na dywan. W jednej chwili jego miejsce zostało zajęte.
- Już nie żyjesz - krzyknął i zaczął mnie gonić po całym domu. Wleciałam do jego pokoju, jednak nie zdążyłam zamknąć drzwi i wparował tam zanim się obróciłam. - dalej jesteś taka mądra?
- Jeszcze nie wiem - wzięłam jedną poduszkę i zaczęłam go walić z całej siły, niestety okazał się być silniejszy. Wyszarpał mi ją i przygniótł do ściany za nadgarstki
- I co teraz? - niestety nie miałam nic na swoją obronę. Nie potrafiłam się nawet ruszyć.
Zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. W jego oczach widziałam iskierki. Nie wiedziałam jeszcze co to znaczy ale zaczęłam się trochę bać o co mu chodzi. Zamknęłam oczy. Nie chciałam nic widzieć, ani wiedzieć. Nasze oddechy były przyśpieszone, i to o wiele. Bałam się co nastąpi za chwilę. W pewnym momencie poczułam jego wargi na swoich. Był to lekki pocałunek, niestety z czasem coraz bardziej namiętny. Rozluźnił uścisk, pewnie czekając na moją reakcję, jednak ja stałam jak sparaliżowana. W pewnym momencie się ode mnie oderwał. Spojrzał mi w oczy czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony. W jednej chwili się zerwałam i uciekłam na dół. Nie wiedziałam że do tego się posunie. Usiadłam z powrotem na dywan patrząc bez emocji w telewizor nie widząc w nim nic. Czarne tło a na nim zdarzenie z przed kilkunastu sekund. Patrzyłam w czarną odchłań jak sparaliżowana. Z zamyśleń wyrwała mnie Nareesha.
- Haloo! Ziemia do Moniki - machała mi ręką przed oczami
- Tak?
- Dziewczyno, nie sądzę, że reklamy aż tak cię wciągnęły. Film już się dawno skończył. Co z tobą?
- Ja.. ja nie wiem, przepraszam - musiałam iść do łazienki
- Mamy nadzieję że w ciąży nie jesteś po dzisiejszej nocy! Nie chcę być wujkiem! - krzyknął za mną widocznie rozbawiony całą sytuacją Max. A co go bawiło to ja nie wiem.
Delikatnie przemyłam twarz wodą i oparłam się o umywalkę. Dlaczego to zrobił? On nie mógł! jesteśmy rodziną! A tak w ogóle to czy on mnie czasami właśnie nie rozdziewiczył z pocałunku?! Moje usta straciły cnotę? Boże co ja gadam?! Chyba kompletnie sfixowałam... Jeszcze raz przemyłam twarz wodą i doprowadzona do porządku zeszłam na dół.
- To co, jedziemy? - wszystkie oczy znowu zwróciły się na mnie. Boże ja nie chcę być w centrum uwagi.!!
- Jasne. Jedziemy dwoma samochodami. Ja biorę vana i jedziemy w piątkę, a ty młody bierz swojego opla i Monikę. - Max, jak zawsze Kapitan Jack
- To ty masz w ogóle samochód? - to mnie zaskoczyło. Wszędzie pisali że Nath nie ma prawka.
- Mam. Dostałem na 18 i tak jakoś stoi w garażu. Czasami Max go pożycza.
- A dlaczego nim nie jeździsz?
- Nie mam prawka. - no tak... mogłam się tego domyślić.
- Ale zaraz, to jak ty będziesz prowadzić?
- Normalnie, jak człowiek. - Chyba jak kosmita...
- Nie ma mowy, ja prowadzę.
- A masz prawko? - Boże, czy Parker nie ma własnych zmartwień?
- Nie nie mam, bo nie stać mnie. Ale w porównaniu do niego na 100 jestem lepszym kierowcą. Uczył mnie sam tatuś - uśmiechnęłam się złośliwie do Sykesa.
- A kim niby był twój tatuś, że tak dobrze prowadzisz? - Jeszcze jedno słowo, Parker a dostaniesz z liścia
- Mój tatuś był kierowcą rajdowym. - i w tym momencie chłopakom szczena opadła. No cóż, trzeba ludzi zaskakiwać. Tak, tak mój tatuś był kierowcą rajdowym i uczył mnie odkąd miałam 14 lat.
- Ahaa... okej to jedziemy czy będziemy stali w tym salonie cały dzień? - widać że Jay nie umie wytrzymać, z myślą że nie pojeździ kolejką.
- Jak dla mnie to możemy zostać - znowu wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. Do tego gestu dodałam skrzyżowanie rąk na piersiach, tylko tym razem zwróciłam się z nim do Jaya.
- Kobieta mi rozkazywać nie będzie - McGunsies podszedł do mnie i przerzucił sobie przez ramię.
- Jay, radze ci mnie puścić, bo pożałujesz... Z resztą dopiero 14:20, człowieku opanuj sie - waliłam go pięściami po plecach patrząc na zegarek wiszący w salonie, niestety nie otrzymałam oczekiwanych rezultatów. Wyniósł mnie na dwór w krótkim rękawku, spodniach i skarpetkach a sam wrócił do ciepłego domu się ubrać. W tym momencie myślałam że go rozszarpie. Usiadłam na schodach i czekałam na śmierć, gdyż było wyjątkowo zimno tego dnia, a ja głupia wyleciałam z domu w samym dresie i czapce. W pewnej chwili poczułam że ktoś zakłada mi czapkę na głowę, niestety daszkiem do tyłu. Obróciłam się i zobaczyłam wyszczerzonego Sykesa niosącego mi bluzę i trampki.
- Nie szczerz się tak. Jak będę chora to się będziesz mną zajmował.!
- Nie ma problemu. - miałam ochotę wybić mu te białe ząbki, ale pomyślałam że zrobie mu nazłość i specjalnie zachoruje.
- Masz to jak w banku. A teraz pokaż tego swojego pożeracza bęzyny bo musimy wcześniej wyjechać.
- Ale po co?
- Przecież nie pojadę w wypierdzianym dresie do ludzi.! Muszę się przebrać... - Nathan tylko pokręcił głową na moje zachowanie, rzucił mi kluczyki, wszedł do garażu i wsiadł na miejscu pasażera jednego z samochodów.
- Wow... - tylko to wykrztusiłam na widok białego Opla insygnia, na którego widok pewnie rozszerzyły mi się źrenice.
Pierwsze co wsiadłam moja pierwsza myśl brzmiała " Jak to sie prowadzi? " To było dość skomplikowane urządzenie jak na Londyn, ale przełknęłam ślinę i odpaliłam to cudo. Do moich uszu dobiegł cichy dźwięk powarkiwania silnika, który tak bardzo kochałam. Poprawiłam lusterka i zdążyłam powiedzieć do Sykesa następujące zdanie: " Zapnij pasy". Zauważyłam nutkę strachu w jego oczach, lecz nie przejęłam się tym. Wrzuciłam bieg i docisnęłam gaz. Auto zdążyło wydobyć tylko przeraźliwy pisk spod opon, które obróciły się kilka razy w miejscu. Nie minęło kilka sekund kiedy znalazłam się na ulicy. Na mojej twarzy zagościł uśmiech satysfakcji. Kątem oka Spojrzałam na Nathana, który siedział wbity w siedzenie i widocznie się modlił a wyglądało to komicznie. 10 minut później podjechałam pod dom. Dom, który nie był dla mnie prawdziwym domem, tylko jakąś sceną, na której musiałam grać, że wszystko jest dobrze choć wcale tak nie było. Wzięłam głęboki wdech, chociaż dobrze wiedziałam że nikogo nie ma w domu. Wyjęłam swój klucz z doniczki i otworzyłam drzwi. Zawsze go tam kładłam. Wydawało mi się, że to bezpieczniejsze miejsce od mojej kieszeni., sądząc po ilości telefonów które już zgubiłam w młodości. Mimo, iż było to kilka lat temu wolałam nie ryzykować.
- Zaczekaj tu - powiedziałam do Nathana, który widocznie nawet nie miał ochoty wchodzić do środka.
Biegiem ruszyłam na górę i rzuciłam się na szafę. Udało mi się wygrzebać kilka fajnych ciuchów. Wybrałam jeansy, sweterek z sową, brązowy szalik i torbe . W pośpiechu weszłam do łazienki, żeby się ogarnąć. Przebrałam bieliznę z poprzedniego dnia i ubrałam się w wybrane ciuchy. Biegałam po domu jak idiotka. Wzięłam trochę kasy z pozostałych mi resztek po rodzicach i zbiegłam na dół. W przedpokoju wsunęłam się tylko w dopasowane brązowe buty i wyszłam z domu.
- Jest.! Tylko 10 minut - krzyknęłam uradowana spoglądając na zegarek, jednocześnie zamykając drzwi na klucz
- O 10 za dużo... - Jak zwykle z niczego nie zadowolony
- Tak? To sie módl żeby nie było wypadku! - przechodząc obok samochodu spojrzałam na Nathana który zapinał pas i miał oczy jak pięciozłotówki. Zaśmiałam się tylko pod nosem i znowu zasiadłam przed kierownicą białego cudeńka. - To gdzie dokładnie jedziemy?
- Yyyyyy... Może lepiej będę ci pokazywał drogę... - pewnie bał się że wybiorę trasę szybkiego ruchu. Niestety Sykes, i tak nie zwolnię...
-------------------------------------------------------------------------------
No i następny :)
Dziękujcie Kindze że tak wcześnie, bo to ona mnie motywuje do pisania :)
Dziękuuuuję :*
Polecam jej blog, też o miłości i za niedługo wkręci się do niego The Wanted :)
Mam nadzieję że dział się spodoba. :P
Tak, wiem przesadziłam z tym okresem ale trzeba się jakoś wyróżniać xD
Do następnego ^^
piątek, 15 lutego 2013
Rozdział 8
Zadowolona z zakupów wróciłam do domu. Tam zastałam istny chaos, czyli Laurę i Lilly sprzątające niezły bałagan
- Co jest!? Przeszedł tu jakiś huragan pod moją nieobecność?
- Tak jakby - oznajmiła Laura, która zbierała poduszki po pokoju
- Czyli...?
- Kiedyś się dowiesz...
- Ahaaaa.... okej, rozumiem. Rodzinne tajemnice, nie ma sprawy. - powiedziałam wchodząc po schodach
- Monika, to nie tak..! - wołała za mną Lilly ale nie miałam ochoty na tłumaczenia. Jak mają tajemnice, to nie powinna być moja sprawa. Jestem po prostu jak pies, od innej matki ale przygarnięta jako członek rodziny.
Weszłam na komputer. Miałam ochotę na jakąś nową fryzurkę, więc poszukałam jakiejś stronki z różnymi propozycjami. Pomyślałam nad kokardą tylko był jeden problem. Zanim zaczęłam musiałam umyć włosy. Nie chciało mi sie no ale miałam ochote na fryzurkę to musiałam sie przygotować. Poczłapałam do łazienki po drodze zabierając ze sobą ręcznik. Byłam strasznie zaskoczona kiedy okazało się że mam tylko pustą butelke po szamponie. Trudno sie mówi... Pomyślałam, że Laura chyba mi pożyczy. Miała taki fajny o zapachu jabłkowym. Z zapałem poleciałam na dół.
- Laura, pożyczysz mi może trochę szamponu? Mój sie skończył... - zbiegając ze schodów spytałam dziewczyny, która robiła ostatnie poprawki sprzątania w salonie
- Jasne, jest u mnie w szafie. Leży na drugiej półce od góry w ręcznikach
- Okej dzięki - podziękowałam dziewczynie i poleciałam z powrotem na górę.
Rzadko jestem w jej pokoju, ale zbytnio mi to nie przeszkadza, że częściej przesiadujemy w moim. Otworzyłam wskazaną szafkę, i od razu zauważyłam zieloną butelkę szamponu. Pośpiesznie ją wyciągnęłam, a przypadkowo razem z nią jakiś zeszyt. Pomyślałam że to pamiętnik ale był trochę podejrzany. Wiedziałam że nie mogę tam zaglądać ale zaciekawienie wzięło górę i otworzyłam, a to co w nim zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Było tam mnóstwo autografów od różnych piosenkarzy, czasami nawet aktorów. Przejrzałam kilka kartek i natrafiłam na autograf Nathana. Kilka kartek dalej było podpisane już całe The Wanted z dzisiejszą datą.
- Co to do cholery ma znaczyć?! - krzyknęłam sama do siebie
Do pokoju wleciała zdyszana Laura. Widziałam że wie już o co chodzi.
- Co to jest?!
- To jest mój zeszyt... - powiedziała głosem niewiniątka
- To to ja akurat widzę, ale co w nim jest?!
- Autografy...
- Skąd ty ich tyle masz?! Co to ma znaczyć?!
- Jak tylko przyjdzie Chris wszystko ci wyjaśnimy...
- Mam taką nadzieję... - powiedziałam i wróciłam do swojego pokoju z butelką szamponu zamykając za sobą drzwi. Weszłam do łazienki i stwierdziłam że lepiej będzie jak cała się wykąpie żeby ochłonąć. Spędziłam około godziny w wannie użalając się nad sobą że moje życie to jedna wielka niewiadoma. Wyszłam z łazienki i usłyszałam głos Chrisa, co oznaczało że czas zejść z dół. Szybko wrzuciłam na siebie luźny dres. Wychodząc z pokoju porwałam za sobą jeszcze tylko mój telefon i mogłam zejść na dół. Już na schodach można było słyszeć kutnie typu: mogliśmy jej powiedzieć. Zupełnie obojętna zeszłam na dół, usiadłam na kanapie, założyłam ręce na piersiach i czekałam na wyjaśnienia. W jednej sekundzie wszystkie oczy skierowane były na mnie.
- No więc...? - próbowałam zarzucić jakieś słowa na rozpęd.
- Monika, Chris jest właścicielem studia nagraniowego - zaczęła niepewnie Lilly.
- No, i....? Nie szło mi powiedzieć?
- Baliśmy się, że zaczniesz nas wykorzystywać. Prawie cię nie znaliśmy... - Próbowała się usprawiedliwić.
- Macie o mnie aż tak niskie mniemanie?! Co to do cholery jest, dom rodzinny czy więzienie?! - krzyczałam podkreślając słowo rodzinny. - A może ja w ogóle nie należę do waszej rodziny? Może jestem z innego nasienia? Dziecko adoptowane, przygarnięte od matki alkoholiczki...!
- W cale tak nie jest. My po prostu.... - widziałam jak cienka stróżka potu spłynęła po jej szyi, jednak puściłam to w zapomnienie.
- ... Chcieliśmy cię lepiej poznać, jaka jesteś naprawdę...
- A czy wy w ogóle mieliście zamiar mi o tym powiedzieć?!
- Tak, ale...
- Kiedy? - próbowałam chociaż zagrać opanowaną, choć w cale tak nie było.
- Zamierzaliśmy, ale nie było okazji żeby ustalić kiedy...
- Cudownie... - wstałam z kanapy. Porywając moje mp3 z komody, czarne trampki z szafki i białego full capa z wieszaka wybiegłam z domu.
Za drzwiami włączyłam swoją playlistę i pobiegłam truchtem przed siebie. " Przynajmniej spale dzisiejsze śniadanie" - pomyślałam. Nawet nie wiem kiedy z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Żeby nikt nie zauważył bardziej naciągnęłam czapkę do przodu i spuściłam głowę. Nie długo trwało moje zwiedzanie miasta. W końcu poczułam to, czego czuć nie chciałam. A mianowicie zderzenie z kimś i klapnięcie tyłkiem na ziemię. Właściwie zderzenie z nim i klapnięcie tyłkiem na ziemię...
- A co ty tu robisz? - usłyszałam zdezorientowany głos Nathana
- Biegam. Biegać nie można??
- Można, ale... Ty płakałaś?! - i zaczęło się...
- Nie, nie płakałam. Coś mi wpadło do oka - próbowałam zbić z tropu chłopaka, a żeby wyglądało prawdziwiej przetarłam jedno oko i poprawiłam daszek.
- Przecież widać. Całe oczy masz zapuchnięte. Co jest? - wiedziałam...
- Nic nie jest.
- Wstawaj - chłopak podał mi ręke i pomógł wstać - a teraz gadaj co się stało
- Boże, zawsze jesteś taki uparty?
- Yyyy.... Tak.
- No okej, ale może nie tutaj - Słysząc to, chłopak wziął mnie za ręke i pobiegł przed siebie nie zważając na to że ja sie zaraz wyglebie.
- Może wolniej?!
- Przecież i tak biegałaś... Czas na drugi bieg - uśmiechnął się i dalej ciągnął przed siebie, a biegliśmy może... 7 minut? W końcu stanęliśmy przed jakimś dużym błękitnym domem.
- No to jesteśmy na miejscu - wskazał ręką na błękitny budynek z muszę przyznać dość ładnym i gigantycznym ogródkiem
- Czyli..?
- Tutaj mieszkamy
- Mieszkamy?
- Ojjć, no ja i zespół.
- Zespół?
- Zacięłaś się?
- Jaa..? Nigdy!
- No to chodź do środka.
- Do środka? - chłopak na moje reakcje tylko się zaśmiał i pociągnął w kierunku drzwi. O dziwo fundamenty wyglądały na całe i nie wyglądało na to że mieszka tam banda pięciu rozwrzeszczonych dorosłych dzieciaków. Moje przemyślenia przerwał dźwięk tłuczonego szkła wydobywający się zza drzwi. To zmieniło nieco moje spostrzeżenia.
- Jesteś pewien że to bezpieczne?
- Tak, na 100 procent - i w tym momencie następne szklane naczynie poszło, delikatniej mówiąc za góry, za lasy na plaże się opalać na słońcu.
- No coś mi się nie wydaje...
- Z kąd taka pewność?
- No wiesz... Naoglądałam się strasznie duuużo WantedWenesday i wiem czego można się po was spodziewać.
- Oj no nie bądź taka uprzedzona, aż tak źle nie ma. - i w tym momencie otwarł drzwi wejściowe zapraszając mnie do środka. Przeszedł mnie lekki dreszcz niepewności no ale jak trzeba, to trzeba. Ale to co tam zobaczyłam kompletnie mną wstrząsnęło. Jay gonił Sive z zawiązanym w pasie czerwonym obrusem i krzyczał: Zigi Zigi Zigi, ciocia przyszła!!". Ku mojemu zdziwieniu miał nawet makijaż. Siva natomiast gonił Maxa z miotłą w przebraniu baletnicy, Max gonił Toma z patelnią błagając go żeby oddał mu jego conversa a Tom leciał w moją stronę! Zdążyłam tylko wydobyć z siebie lekki pisk, i już wszyscy leżeli na mnie.
- Halo, Tom to nie jest dostawca pizzy! To kobieta jak byś nie zauważył! - na słowa Natha wszyscy ze mnie zeszli a ja czułam się jakby upadł na mnie żelbetonowy kloc.
- Myślałam, że próbowałeś mi własnie wmówić, że tu jest bezpiecznie...
- Przepraszam cię, nic ci nie jest? - zrobił te swoje maślane oczy a ja poczułam przeszywający ból w okolicach skroni
- Moja głowa...
- Czekaj, usiądź na kanapie - zaprowadził mnie na skórzaną wersalkę i usiadł obok mnie.
- To my może pójdziemy się ogarnąć... - powiedział zmieszany TomTom i pociągnął wszystkich za sobą na górę. - młody chyba się zakochał... - usłyszałam cichy śpiew Parkera i zniknęli za drzwiami jakiegoś pomieszczenia.
- Przepraszam Cię za nich... ja...
- Nie musisz nic mówić. Wiem czego można się po nich spodziewać.
- No okej, to teraz gadaj co się stało - i znowu te maślane oczy oraz towarzyszący im szeroki uśmiech
- Nie wiem czy to dobry pomysł, a poza tym przestań z tym..!
- Ale z czym? - spytał zdezorientowany
- Robisz takie dziwne oczy.
- Okej - i w tym momencie sięgnął po prawie pustą tytkę po popcornie i założył ją na głowę. Podkreślam prawie. - a teraz może być?
- Nie wygłupiaj się - wydusiłam krztusząc się śmiechem ściągając mu ją z głowy
- No to gadaj - poprawił się na kanapie
- No... okej - skrzyżowałam nogi na kanapie i opowiedziałam mu całą moją historię co w cale nie było fajnym przeżyciem. Zaczęłam od śmierci rodziców a skończyłam na wydarzeniach z tego właśnie dnia. Nawet nie wiem kiedy zaczęłam płakać. Widząc to Nathan tylko mnie przytulił na co ja tylko się w niego wygodnie wtuliłam i usnęłam.
Obudziłam się w obcym mi pokoju. Telefon leżał obok mnie na szklanym stoliku nocnym. Sięgnęłam po niego, chociaż ręka strasznie mi się trzęsła. Na zegarku była 22:20 a na wyświetlaczu 8 nieodebranych połączeń od Lilly i Laury. Obróciłam się na plecy lekko się przeciągając. W tym właśnie momencie zorientowałam się że mam na sobie tylko za dużą mi koszulkę z napisałam game over i bieliznę. Wstałam po cichu i bez żadnego szmeru zeszłam na dół. Te drzwi chyba musiały być dźwiękoszczelne bo jak tylko je uchyliłam usłyszałam dość głośnie śmiechy. Stanęłam w przejściu schodów z których było widać prawie cały salon kuchnię i jadalnię. Przystanęłam chwile przyglądając się śmiesznej sytuacji w kuchni gdyż Tom z Maxem próbowali podrzucać naleśniki na patelni jak prawdziwy szef kuchni, niestety coś im nie wychodziło. Naleśniki były wszędzie. Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem kiedy Tom podrzucił naleśnika z takim rozpędem że przykleił się na suficie.
- Już wstałaś? - usłyszałam głos Nathana za sobą
- Tak, ale jak.... - pokazałam na koszulkę dalej rechocząc pod nosem
- To sprawka Naree. Wpadła tu i wypadła, ale przy okazji mi z tobą pomogła. - uśmiechnął się pokazując rząd białych zębów
- Aha - odwzajemniłam uśmiech i poszliśmy w kierunku salonu, gdzie Tom i Max podawali ocalałe naleśniki z bitą śmietaną, sosem czekoladowym i truskawkami.
Na mój widok Jay spadł z krzesła, Maxowi wypłynęła bita śmietana z naleśnika a Tom prawie się potknął o własne nogi. Jedynie Siva zareagował normalnie i odstąpił mi miejsca przed stołem a sam poszedł czytać gazete na kanape.
- Nigdy nie widzieliście płci przeciwnej czy co?
- Widzieliśmy ale... - zaczął się jąkać Tom
- ... Żadna nie robiła wejścia smoka w samej koszulce - skończył za niego Max.
- Ahaa...? Fajnie że porównujecie mnie do smoka, przy okazji nie mam samej koszulki - usiadłam przy stole i zabrałam sobie jednego naleśnika. - a ja jeszcze się nie przedstawiłam, przepraszam. Monika jestem - uśmiechnęłam się lekko
- Młody już nam tyle o tobie opowiedział że aż głowa boli...
- Kiedy mam cie odwieźć do domu - przerwał Maxowi Nath. Na te słowa mina mi zrzedła
- Yyyy... ja sama wrócę... - próbowałam się wykręcić. Wcale nie miałam ochoty wracać do tego domu wariatów. Szczególnie w tym momencie.
- Nie ma mowy. Odwioze cię.
- Przejde się...
- Nawet się nie wykręcaj.
- Okej.. - spuściłam głowe
Później cały czas śmialiśmy się z żartów Toma. Z resztą w większości nie udanych. W końcu Nathan zabrał mnie na górę i oddał mi moje rzeczy. Na ich widok tylko zrobiłam smutną minkę pod nosem i poszłam do łazienki się przebrać. Kiedy wyszłam z łazienki z telefonem w ręce stanął przede mną i popatrzył mi w oczy. Był niebezpiecznie blisko.
- Ty w cale nie chcesz tam wracać, prawda? - " Brawo! gratuluję spostrzegawczości " ~ pomyślałam
- Nie chce, ale musze... - po moim policzku znowu popłynęła łza. Widząc to delikatnie starł ją, wyrwał mi telefon z ręki o którym kompletnie zapomniałam i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Wypuściłam powietrze z płuc i usiadłam na łóżku opierając się o oparcie. Po kilku minutach do pokoju wparował młody Sykes i oddał mi telefon.
- Zostajesz na noc - uśmiechnął się promiennie
- Ale.. jak to? - nie ukrywałam zdziwienia
- Pogadałem z Lilly i pozwoliła ci zostać ze względu na okoliczności.
- Ale, nie była zła że zostaje w domu razem z pięcioma wariatami, którzy nawet przypadkowo mogą mnie zabić? - uniosłam brew
- Nie - parsknął - koszulkę masz w łazience, ja będe spał na kanapie
- Teraz to ja sie nie zgadzam.! Nie będe cię pozbawiać łóżka. Ja śpie na kanapie a to twój pokój więc nie mamy o czym gadać...
- Zawsze możemy spać razem
- Tak też można...
- Serio? - miał oczy jak talary
- Teoretycznie, ale wybieram kanapę. Dobranoc - wzięłam koszulkę z łazienki i zeszłam na dół.
Koc leżał już na oparciu, tak jak poduszki więc szybko się przebrałam i wskoczyłam na kanapę. Nie umiałam zasnąć. Rzeczywiście, ta kanapa do najwygodniejszych nie należała. Jak dla mnie była o wiele za miękka. Miałam dość wiercenia się więc cichutko załączyłam TV. To chyba pomogło, bo nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.
---------------------------------------------------------------------------
Następny dział :P
Chyba przypadnie wam go gustu, bo mi się podoba :)
Powiem wam tylko że 10 będzie mocno schizowy xD
Czekam na komentarze :D
wtorek, 12 lutego 2013
Rozdział 7
Powoli zaczęłam otwierać oczy, Spojrzałam na zegarek i... MATKO BOSKA 11 godzina a ja nie w szkole?! Czyżby budzik mi się zepsuł? Wstałam, ubrałam moje paputki i zeszłam na dół. Zaczęłam się rozglądać dookoła, ale wszędzie było pusto więc postanowiłam zajrzeć do sypialni, niestety tam też nikogo nie było. Zrezygnowana poczłapałam do kuchni, a tam na chlebaku była karteczka, której treść była następująca: Nie dało się ciebie dobudzić więc zostałaś w domu. My pojechaliśmy w odwiedziny do Karen. Nie czekajcie na nas, wrócimy późno. No tak... ja i te moje twarde sny... Wróciłam do salonu i rzuciłam się na kanapę. Włączyłam sobie MTV i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam. Obudził mnie dźwięk telefonu... o 14 godzinie!? Okazało się że dostałam sms-a... OD NATHA.
N:wiedziałaś o tym?
M:Nie a ty?
N:Też nie. Jak bym wiedział to na 100 bym zareagował czymś w stylu uśmiechu od ucha do ucha, albo wybuchł bym śmiechem na środku sali, ale niestety nasze wyrazy twarzy były takie same.
M:Zauważyłam. A co oni teraz robią?
N:Nie wiem. Obmyślają jakiś szatański plan, bo kazali mi iść na górę.
M:No to cudownie... Okej, pogadamy ale potem. Musze sobie śniadanie upichcić... :/
N:Kobieto! śniadanie o tej porze?! To co ty w szkole nie byłaś?
M:Nom nie. Nie umięli mnie dobudzić :D
N:Ahhaaaa.... Okej to nq.
M:Cześć.
Od niechcenia zrobiłam sobie kilka kanapek, które wsunęłam niczym odkurzacz. Potem już tylko gniłam przed telewizorem. Około 15 w domu zagościła Laura.
- No nareszcie jesteś, bo już tu korzenie zapuszczałam. Ile można iść ze szkoły?!
- Kobieto, o ile wiem to jest 14:40 a koniec lekcji miałam 14:20 więc mnie ani nie dobijaj.
- Okej, sorry... po prostu czas mi się wydłużył.
- Spoko. To teraz gadaj co nowego w świecie gwiazd - dziewczyna uśmiechnęła się od ucha do ucha. No tak... MTV.
- Jak coś o The Wanted ani słowa - skłamałam. Mówili że za niedługo mają trasę radiową ale nie chciało mi się mówić o czymś, czego już miałam dosyć.- Lepiej gadaj co w szkole.
- No to tak: Jutro mamy kartkówkę z maty a za tydzień mamy zdawać jakiś wiersz z niemieckiego. A reszta po staremu - drgnęłam na myśl o matematyce. Te głupie układy równań mnie przerastały.
- Dobrze wiedzieć...
- Aha i jeszcze Jess o ciebie pytała - dodała a mi od razu mina zrzedła
- Co chciała?
- Tylko pytała czemu cie nie ma w szkole...
- Aha, fajnie. Rodzice będą późno wieczorem i mamy na nich nie czekać, a więc... - znacząco poruszyłam brwiami
- Mów za siebie... Ja mam naukę na kartkówkę z maty. Jak chcesz to idź sama.
- To nawet nie jest taki zły pomysł. Będę koło 22- krzyknęłam z uśmiechem się i ruszyłam do pokoju.
W tym momencie kartkówka z maty była moim ostatnim zmartwieniem. Wrzuciłam na siebie pierwsze lepsze ciuchy, czyli czarna tunika fioletowe rurki , czarne skejty i full capa. Szybko zbiegłam na dół i wyszłam z domu udając się do najbliższego centrum w którym spędziłam jakieś 3 godziny. Znalazłam tam kilka fajnych ciuchów ale postanowiłam, że kupie je dopiero jutro. Podekscytowana ruszyłam na najbliższą dyskotekę. Tłum był ogromny, nawet przystawiało się do mnie kilku kolesi ale szczerze mówiąc miałam ich w głębokim poważaniu. Trochę potańczyłam, wypiłam ale nie byłam bardzo nachlana, a podpita. Wiedziałam, że jutro niestety czeka mnie szkoła. Moją zabawę przerwał widok dwóch chłopaków wkręcających się w tłum. Jeden miał bujne loki a drugi był łysy. Od razu rozpoznałam, że to Jay i Max. Lekko przykucając doszłam do drzwi, niestety chcąc wyjść zauważyłam jeszcze Sive, który miał zamiar wejścia do klubu. "Zajefajnie" - pomyślałam i szybkim krokiem poleciałam do łazienki. Przez uchylone drzwi kontrolowałam sytuację w klubie. Widząc, że chłopcy zajęli się sobą niepostrzeżenie wyszłam z klubu. Nie śpieszyło mi się do domu, więc korzystając z okazji że dochodziła 21 chciałam się nacieszyć jednym z chłodniejszych już wieczorów. Ku mojemu zdziwieniu pod moim domem stał samochód, i to nie byle jaki. Chcąc dowiedzieć się czyj on jest zakradłam się do ogrodu, skąd miałam idealny widok na salon, jednocześnie niezłą kryjówkę. Przez dłuższy czas nikogo nie było widać, ale później z kuchni wyszła Laura i.... Nathan oraz towarzysząca im miska popcornu. Mogłam się tego spodziewać, że tak prędko nie da mi spokoju. I teraz pytanie: " Jak wejść do pokoju, żeby mnie nie zauważyli?" Powoli obeszłam dom i zauważyłam, że u mnie w pokoju jest uchylone okno, sąsiadujące z drabinką na winorośl. Bez zastanowienia weszłam na górę, przebrałam się i weszłam na twittera. Za dużo się nie działo więc podpięłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Trwałam tak około dwóch godzin, w końcu ktoś mi przerwał. Mianowicie Laura, której zachciało się grać w straszenie ludzi łapiąc ich od tyłu za nogi, próbując ściągnąć ich z łóżka.
- Odbiło Ci?! Wiesz jak sie przestraszyłam?! - krzyknęłam wyciągając słuchawki z uszu
- No co ty nie powiesz... jest 23:30 a miałaś wrócić o 22. Martwiłam się o Ciebie razem z Nathanem!!
- To, że był Nathan akurat wiem. Widziałam was jak oglądaliście jakiś film. A że nie chciałam wam przeszkadzać weszłam przez okno, tyle.
- Nie szło zakomunikować, że już przyszłaś chociaż sms-em?!
- Mówiłam już, że nie chciałam wam przeszkadzać!
- Ale Nathan przyszedł do ciebie debilko!
- A co mnie to obchodzi?! Mógł uprzedzić! Nie chciałam z nim gadać z nietrzeźwym umysłem! Jeszcze bym czegoś napochała i potem musiała bym sie tłumaczyć!
- No dobra, już nie krzycz!
- Sama krzyczysz! - wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na nią spode łba.
- Dobra, już spokój. - powiedziała Laura, dokładnie wypowiadając każdą sylabe . - chodź tu, mój ty tępy człowieku - rzuciła sie na mnie z wielkim przytulasem.
- Przepraszam. Ja.. nie chcę się kłócić. Nie chcę żebyś była na mnie zła, a wiem że to z mojej winy. Jaka ja jestem głupia! Nie chce stracić ostatnich bliskich mi osób! - poczułam jak po moim policzku spłynęło kilka łez. - po prostu, nie miałam ochoty rozmawiać z Nathanem.
- Już, okej. Ale żeby mi to było ostatni raz - zastrzegła sobie stanowczo
- No..okej, postaram się - skarciła mnie wzrokiem a ja uśmiechnęłam się szeroko.
Potem długo rozmawiałyśmy o całej naszej rodzinnej sytuacji. Laura powiedziała mi że ma dla mnie niespodziankę, którą dostanę dopiero na święta. No tak...święta... Już 15 listopada a jeszcze względna pogoda. Trzeba obmyślić jakieś fajne prezenty, żeby podziękować Lilly i Chrisowi za gościnę.
O 1:30 moja ukochana kuzyneczka poszła spać a ja nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam co za niespodziankę przede mną ukrywa. Z braku snu i nietrzeźwym umysłem pomyślałam, że jednak pouczę się tej matematyki. Nawet szybko pomogło, bo po 10 minutach usnęłam na biurku.
Obudziła mnie Laura, która trzęsła mną strasznie mocno. To znak że jesteśmy spóźnione. Szybko wrzuciłam na siebie byle co i bez śniadania pobiegłyśmy do szkoły. No cóż... Lilly nie była z tego powodu zadowolona. A tak w ogóle to znowu zastanawiałam się o której wrócili. Co oni duchy jakieś?
Pierwsza lekcja: matematyka. Na kartkówce poszło mi względnie ( w moim języku: 4 raczej będzie ). Wiedziałam że nie muszę wkuwać. Takie rzeczy trzeba brać na logikę. Szkoła znowu zleciała w zaskakującym tempie. O 15 byłam już w domu, co oznaczało że czas udać się do centrum po wypatrzone sobie wczoraj ciuszki. Obleciałam sobie wszystkie stoiska, które poprzedniego dnia wpadły mi w oko. Wybrałam sobie spodnie w panterkę luźny top sweterek pomarańczowy w różowe pasy i dłuższą, cieplejszą bluzkę z krzyżem galaxy . W końcu zbliżała się zima.. Zadowolona z zakupów wróciłam do domu. Tam zastałam istny chaos, czyli Laurę i Lilly sprzątające niezły bałagan.
--------------------------------------------------------------------------------
Krótki, ale musiałam uciąć xD
Za dużo akcji by było i ciężko byłoby się połapać ;c
No ale jest :)
Nie wiem czy się spodoba, bo pisany na spontana :P
Czekam na komentarze :)
Teraz mam ferie więc może będę dodawać częściej ale nic nie obiecuję. :)
Krótki, ale musiałam uciąć xD
Za dużo akcji by było i ciężko byłoby się połapać ;c
No ale jest :)
Nie wiem czy się spodoba, bo pisany na spontana :P
Czekam na komentarze :)
Teraz mam ferie więc może będę dodawać częściej ale nic nie obiecuję. :)
niedziela, 3 lutego 2013
The Versatile Blogger Award
Zostałam nominowana przez 2 osoby, co wydaje mi się dziwne o.O
Mianowicie przez: Dreamer,♥ i Kiniaaaa :*
Pierwsza nominacja, więc moje pierwsze pytanie: O co w tym chodzi? o.O
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów. - a to wszystko x2
No więc tak: Chciałam serdecznie i uroczyście podziękować Dreamer i Kini że mnie nominowały xD
A teraz 14 faktów o mnie:
- Mam wkurzającego brata o imieniu Kamil
- Pisze najczęściej przy piosenkach TW
- Jestem po uszy zakochana w jednym chłopaku od 4 klasy a chodze do 2 gim, co jest dziwne o.O
- Mam 4 BFF: Kinie, Magde, Wiki i Karo
- Mam włosy w rudym odcieniu, którego nie cierpie.!
- Boję się schodzić sama do piwnicy
- Lubie śpiewać, ale za bardzo mi to nie wychodzi
- nie cierpie sukienek i spódniczek, mam wrażenie że chodze z gołym tyłkiem
- Przeprowadziłam się 3 lata temu, czego żałuję ;c
- Jestem straszną bałaganiarą, porządek w moim pokoju utrzymuje się 2 dni max.
- Kocham faworki *-*
- Jestem jedyną osobą z mojej rodziny, która lubi szpinak o.O
- Lubie pisać kiedy jestem sama w domu
- To Dreamer natchnęła mnie, żeby pisać opowiadanie. Tak sweet jej to wychodzi i dzięki niej mam wenę ♥♥
Blogi które moim zdaniem zasługują na tą nagrodę:
1. http://i-foundyou-girl.blogspot.com/
2. http://przygoda-z-thewanted.blogspot.com/
3. http://heart-vacancy-poziomkowa.blogspot.com/
4. http://with-the-wanted.blogspot.com/
5. http://addictedtoyoutw.blogspot.com/
6. http://imaginyzthewanted.blogspot.com/
7. http://imaginyothewanted1.blogspot.com/
8. http://marzeniemmoimjesteswlasniety.blogspot.com/
9. http://paranienormalnyswiat.blogspot.com/
10. http://jessica--montez.blogspot.com/
11. http://my-tw-story.blogspot.com/
12. http://imaginytw.blogspot.com/
13. http://imaginy-tw.blogspot.com/
14. http://imaginy-o-the-wanted.blogspot.com/
15. http://imaginy-thewanted.blogspot.com/
16. http://addictedtoyoutw.blogspot.com/
17. http://mylifeisadreamwithyou.blogspot.com/
18. http://neversayneverthewanted.blox.pl/html
19. http://serduchoo07.blogspot.com/
20. http://opowiadanie-o-the-wanted.blogspot.com/
To teraz wy się męczcie xD Miłego wieczoru życzę ^^
Mianowicie przez: Dreamer,♥ i Kiniaaaa :*
Pierwsza nominacja, więc moje pierwsze pytanie: O co w tym chodzi? o.O
- podziękować nominującemu na jego blogu
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie
- nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów. - a to wszystko x2
No więc tak: Chciałam serdecznie i uroczyście podziękować Dreamer i Kini że mnie nominowały xD
A teraz 14 faktów o mnie:
- Mam wkurzającego brata o imieniu Kamil
- Pisze najczęściej przy piosenkach TW
- Jestem po uszy zakochana w jednym chłopaku od 4 klasy a chodze do 2 gim, co jest dziwne o.O
- Mam 4 BFF: Kinie, Magde, Wiki i Karo
- Mam włosy w rudym odcieniu, którego nie cierpie.!
- Boję się schodzić sama do piwnicy
- Lubie śpiewać, ale za bardzo mi to nie wychodzi
- nie cierpie sukienek i spódniczek, mam wrażenie że chodze z gołym tyłkiem
- Przeprowadziłam się 3 lata temu, czego żałuję ;c
- Jestem straszną bałaganiarą, porządek w moim pokoju utrzymuje się 2 dni max.
- Kocham faworki *-*
- Jestem jedyną osobą z mojej rodziny, która lubi szpinak o.O
- Lubie pisać kiedy jestem sama w domu
- To Dreamer natchnęła mnie, żeby pisać opowiadanie. Tak sweet jej to wychodzi i dzięki niej mam wenę ♥♥
Blogi które moim zdaniem zasługują na tą nagrodę:
1. http://i-foundyou-girl.blogspot.com/
2. http://przygoda-z-thewanted.blogspot.com/
3. http://heart-vacancy-poziomkowa.blogspot.com/
4. http://with-the-wanted.blogspot.com/
5. http://addictedtoyoutw.blogspot.com/
6. http://imaginyzthewanted.blogspot.com/
7. http://imaginyothewanted1.blogspot.com/
8. http://marzeniemmoimjesteswlasniety.blogspot.com/
9. http://paranienormalnyswiat.blogspot.com/
10. http://jessica--montez.blogspot.com/
11. http://my-tw-story.blogspot.com/
12. http://imaginytw.blogspot.com/
13. http://imaginy-tw.blogspot.com/
14. http://imaginy-o-the-wanted.blogspot.com/
15. http://imaginy-thewanted.blogspot.com/
16. http://addictedtoyoutw.blogspot.com/
17. http://mylifeisadreamwithyou.blogspot.com/
18. http://neversayneverthewanted.blox.pl/html
19. http://serduchoo07.blogspot.com/
20. http://opowiadanie-o-the-wanted.blogspot.com/
To teraz wy się męczcie xD Miłego wieczoru życzę ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)